Jak znaleźć zaginione krasnale?

Miłość jak u Szekspira, przygody jak u Sherlocka Holmesa. Do tego należy dodać odrobinę humoru, postaci animowane i powstaje idealnie wciągająca historia. Lecz czy „Gnomeo i Julia. Tajemnica zaginionych krasnali” potrafi zafascynować odbiorcę?

Widzowie mogli się zderzyć z historią Gnomea i Julii już w 2011 roku, kiedy do kin weszła pierwsza część filmu. Wtedy chyba nikt się nie spodziewał, że zostanie stworzona także i druga część, a na pewno nie siedem lat później. Z założenia historia powinna być zabawna, lekka, przyjemna i zawierać w sobie nutkę tajemnicy. Kiedy tytułowi, zakochani w sobie bohaterzy lądują w londyńskim ogrodzie, wydaje się, że sielanka będzie trwać do końca. Jednak uczucia powoli gasną, a para zdaje się od siebie oddalać. W tym nie pomaga fakt, że zostali oni nominowani na przywódców ogrodu, a dodatkowo w Londynie giną w tajemniczych okolicznościach wszystkie krasnale ogrodowe.

Reżyser animacji, John Stevenson, nie skupił się przede wszystkim na postaciach Gnomea i Julii. Szczególnie rozbudował postać Sherlocka Gnoma, który ze swoim towarzyszem, Watsonem, miał odnaleźć wszystkie zaginione krasnale. Detektyw został przedstawiony, jako negatywny bohater. Porzucił on swoją narzeczoną, nie interesował się relacjami ludzkimi, a na pierwszym miejscu stawiał pracę. W dodatku był wredny, myślał tylko o sobie i o tym, jak pozyskać najwięcej zasług. Sherlock od początku animacji wydaje się idealnym bohaterem do zmiany. Pod koniec bohater dowiaduje się, czym jest prawdziwa przyjaźń i ile krzywdy wyrządził w swoim otoczeniu.

Jak większość animacji, „Gnomeo i Julia. Tajemnica zaginionych krasnali” posiada morał. Jest nim to, że należy doceniać swoich bliskich oraz wartości takie jak miłość, czy przyjaźń. Czasami człowiek jest w stanie zatracić swoje własne wartości, zapominając o tym, jak wielkie skarby ma wokół siebie. W tym przypadku Sherlock oddalił się od swojego najlepszego przyjaciela Watsona, a Julia zapomniała o uczuciu, którym dzieliła Gnomeo.

Bajka kreowana była na komedię dla całej rodziny, jednak praktycznie nie było momentów, w których można się było choćby zaśmiać. Dialogi nie były skomplikowane, tak, aby mogły trafić do każdego odbiorcy. Jeśli chodzi o stronę realizacyjną, to przede wszystkim mogliśmy zobaczyć nasycenie i różnorodność barw. Zwrócono uwagę na każdy, nawet najmniejszy szczegół postaci, czy tła. Idealnie zostały przedstawione poszczególne dzielnice Londynu oraz Muzeum Historii Naturalnej. W polskiej wersji językowej głosu tytułowym bohaterom użyczyły osoby znane z produkcji telewizyjnych. Za barwę Sherlocka odpowiada Przemysław Stippa, znany widowni serialu „Barwy szczęścia”, głos Gnomeo podkłada Krzysztof Szczepaniak, który aktualnie występuje w programie „Twoja twarz brzmi znajomo”, a głos Julii aktorka Julia Łukowiak z „M jak miłość”.

Muzyka w „Gnomeo i Julii” dodawała dramaturgii, jednak nie pomogło to wyjątkowo słabej fabule. Momentami seans się dłużył, wszystko było przewidywalne, a postaci zdecydowanie nie zachwycały. Gnomeo i Julia z założenia mieli być głównymi bohaterami, jednak cała uwaga skupia się na Sherlocku. Akcja także praktycznie nie została utrzymana na odpowiednim poziomie, w jednym momencie widz mógł się zdziwić, jednak początkowy szok szybko został rozwiany. Nie było ani dobrze skonstruowanej tajemnicy, ani odpowiedniego humoru i doboru postaci.

Historia przedstawiona w animacji nie chwyciła za serca widzów, nie rozbawiła ich do łez, ani nie sprawiła, że z wypiekami na twarzy śledzili akcję. Było to półtorej godziny relaksu w kinie, bez większego zaangażowania w to, co się dzieje na ekranie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *