Czas na stary film – kino międzywojenne

kino projektorKiedy oglądasz filmy w kinie, na pewno nie zastanawiasz się, jak to było kiedyś. A może warto? Historia kina polskiego – pełna wzlotów i upadków – jest interesująca nie tylko z punktu widzenia znawcy, ale też zwykłego widza. Szczególnie warta uwagi jest kinematografia dwudziestolecia międzywojennego.

Dwudziestolecie międzywojenne to czas, kiedy Polska budzi się po odzyskaniu niepodległości. Prężnie rozwija się kultura, także film. Do powstających na ogromną skalę kin, schodzą się widzowie spragnieni rozrywki. Salę wypełniają się po brzegi, brakuje miejsc. Wszyscy chcą zobaczyć ulubionych aktorów, podziwiać kunszt melodramatów czy pośmiać się na komedii. I chociaż początkowo kino było uważane za rozrywkę klasy niższej, szybko zyskało popularność także u osób wyższego pochodzenia.

Idziemy do kina

Twórcy tamtego okresu chętnie ekranizowali klasyki polskiej, ale także światowej literatury, m.in. „Pana Tadeusza”, „Chłopów”, „Przedwiośnie” czy „Mogiłę nieznanego żołnierza”. Choć nie wszystkie filmy zyskały pozytywne opinie krytyków, cieszyły się niesłabnącą popularnością wśród widzów. Na ekrany wchodziły także filmy historyczne („Młody las”, „Róża”, „Bohaterowie Sybiru”). Popularne były ekranizacje przebojów wydawniczych, m.in. „Granicy” Zofii Nałkowskiej. Innym kierunkiem sztuki filmowej, który święcił w dwudziestoleciu międzywojennym triumfy, był melodramat („Trędowata”, „Wrzos”). Filmy lansowały gwiazdy, które stawały się ikonami oraz obiektami zainteresowania fanów. Wiele filmów nie zachowało się do naszych czasów, wiemy o nich tylko dzięki badaczom dwudziestolecia międzywojennego i historykom.

A może komedia?

Polskie kino międzywojenne to przede wszystkim filmy rozrywkowe. Po wejściu do filmu dźwięku, produkcje te mogły dodatkowo oddziaływać muzyką czy śmiesznymi dialogami. Nie wystarczał sam komizm sytuacji. Potrzebne były więc gwiazdy, które nie tylko swobodnie czują się przed kamerą, lecz także perfekcyjnie znają język polski (co w tamtych czasach nie było codziennością). Dodatkowym atutem była umiejętność czystego śpiewania, bo coraz większą rolę zaczęła odgrywać muzyka filmowa (m.in. Henryka Warsa). Komedie wylansowały m.in. Eugeniusza Bodo, Adolfa Dymszę czy Jadwigę Smosarską.

Subiektywny przegląd najlepszych komedii dwudziestolecia:


„Robert i Bertrand” – reż. Mieczysław Krawicz (1938)

Robert (Adolf Dymsza) i Bertrand (Eugeniusz Bodo) to drobni sprzedawcy krawatów. Aby zwiększyć zyski postanawiają połączyć siły. Niesłusznie oskarżeni o kradzież, zostają zamknięci w więzieniu. Ich losy splatają się z początkującą pisarką – Ireną (Helena Grossówna), która chce zgłębić środowisko przestępcze. Kobieta nie wie jednak, że Robert i Bertrand to tylko niegroźni nieudacznicy, którzy jak magnes przyciągają kłopoty.

„Dwie Joasie” – reż. Mieczysław Krawicz (1935)

Joasia (Jadwiga Smosarska) pragnie znaleźć pracę, ale nie chce, żeby pod uwagę było brane tylko to, że jest ładna. Przebrana za „brzydulę” dostaje posadę w kancelarii prawnej. Jej szefem jest przystojny mecenas, w którym od razu się zakochuje. Czy mężczyzna odkryje, że jego pracownica i kobieta, z którą się spotyka to ta sama osoba?

„Paweł i Gaweł” – reż. Mieczysław Krawicz (1938)

Paweł Gawlicki i Gaweł Pawlicki (niezapomniany duet Bodo – Dymsza) prowadzą sklepy w tej samej kamienicy i są swoimi przeciwieństwami. Podczas podróży do stolicy poznają młodą skrzypaczkę Violettę (Helena Grossówna), która udaje trzynastoletnią dziewczynę, aby swoimi występami zarobić na spłatę długu. Między Pawłem a dziewczyną rodzi się miłość, a kiedy mężczyzna odkrywa, że Violetta ma tak naprawdę 19 lat, postanawia się z nią ożenić. Jednak dziewczyna znika…

„Czy Lucyna to dziewczyna?” – reż. Juliusz Gardan

Lucyna (Jadwiga Smosarska), po ukończeniu studiów inżynierskich marzy o podjęciu pracy. Jej ojciec jest prezesem firmy budowy silników, jednak dziewczyna wie, że nie zgodzi się jej zatrudnić. Prosi więc, żeby pomógł załatwić pracę siostrzeńcowi jej niani, Julianowi Kwiatkowskiemu, czyli… jej samej. Z nową tożsamością zostaje praktykantem Stefana Żarnowskiego (Eugeniusz Bodo). Sytuacja komplikuje się, kiedy Lucyna zakochuje się w przełożonym.

„Piętro wyżej” – reż. Leon Trystan

Do Hipolita Pączka (Józef Orwid) ma przyjechać bratanica Lodzia (Helena Grossówna). Dziewczyna przez pomyłkę trafia do mieszkania piętro wyżej, gdzie mieszka Henryk Pączek (Eugeniusz Bodo) – znienawidzony sąsiad Hipolita. Nieświadomy niczego mężczyzna skarży się na sąsiada. Gdy Lodzia orientuje się w sytuacji, znika. Teraz zakochany w niej Henryk musi ją odszukać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *