Zakazana miłość – Carol

main

Film sześciokrotnie nominowany do Oscara. Historia zakazanej miłości między dwiema kobietami w Ameryce lat 50. Od piątku w naszych kinach.

Lata 50. XX wieku. Therese (Rooney Mara) jest młodą pracownicą wielkiego sklepu, która marzy o lepszym, ciekawszym i nieprzeciętnym życiu. Carol (Cate Blanchett) z kolei jest bogatą i wyrafinowaną panią z wyższych sfer, matką i żoną tkwiącą w nieszczęśliwym małżeństwie. Spotykają się przypadkiem i prawie natychmiast rodzi się między nimi niezwykła nić porozumienia, której tak bardzo poszukiwały w swoich życiach.

„Carol” to ekranizacja „Price of Salt” Patricii Highsmith. Autorka wydała ją pod pseudonimem i długo nie przyznawała się do autorstwa. Biografowie twierdzą, że była to jedyna, a przynajmniej jedna z nielicznych powieści, w których Patricia opowiadała w otwarty sposób o sobie i własnych uczuciach.

Z początku ta fabuła naprawdę intryguje. Trafiamy w sam środek zakazanego romansu, ale także w rozwodowy huragan. Może i już nie kochają siebie, ale bardzo kochają swoją córkę i są gotowi, zamiast rozwiązywać wszystkie swoje problemy, skupić się na staraniach o nią, prowadząc między sobą nieustanną wojnę. Szczególnie na uwagę zasługuje tutaj Kyle Chandler, w roli męża Carol – Harge Aird, który wykazuje się niezwykłą pomysłowością. Sam romans między paniami jest już mniej interesujący. Wszystko za sprawą Carol, która sprawia wrażenie, że młodziutką ekspedientką chce zastąpić swoją córkę. Co może wzbudzać w widzach uczucie dwuznaczności.

„Carol” to teatr dwóch aktorek. Blanchett i Mara wydają się stworzone do swoich ról. Rooney sprawdziła się jako kobieta nieśmiała, wycofana i marząca o wielkiej karierze. Szkoda tylko, że na koniec przemianę jej bohaterki symbolizuje jedynie zmiana fryzury. Cate po raz kolejny roztacza przed widzami swój aktorski urok. To typowa femme fatale. Kobieta idealna, perfekcyjnie ubrana, chcąca schrupać kolejną ofiarę. Między nimi widoczna jest doskonała chemia i napięcie, aż trudno oderwać wzrok. Pomiędzy ich bohaterkami największą rolę odgrywają gesty, spojrzenia. Nie ma tutaj zbędnych słów. Wszystko to uzupełnione jest piękną muzyką, świetnymi zdjęciami oraz  strojami i scenografią.

Film jako całość nie wypada rewelacyjnie. Jest to obraz, który nie angażuje emocjonalnie. Bohaterkom trudno kibicować, ich losy nie wzruszają i nie czeka się z niecierpliwością na szczęśliwe zakończenie. Todd Haynes stworzył historię o miłości i wolności, o pragnieniu, by móc kochać, kogo się chce, by być sobą i nie musieć niczego udawać. Niestety twórcy jedynie delikatnie zahaczyli o większy problem. „Carol” to film bardzo bezpieczny i konwencjonalny. Reżyser nie przekracza żadnych ram. Jest ładnie, delikatnie, ale i nudno.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *