Niezwykle klimatyczni The Cinematic Orchestra w B90

Kto w piątkowy wieczór (24 kwietnia) wybrał się  do B90 na koncert The Cinematic Orchestra, nie mógł narzekać na brak wrażeń. Po wczorajszym dwuipółgodzinnym występie, nikt nie wyszedł z klubu z niedosytem.

Kolejka przed klubem ciągnęła się w nieskończoność, w środku tłumy ludzi gromadziły się pod sceną w oczekiwaniu na The Cinematic Orchestra. Piątkowy wieczór w B90 rozpoczął support – Manu Delago, który zagrał krótki, ale bardzo interesujący koncert, rozgrzewając publiczność przed głównymi gwiazdami wieczoru.

Muzycy weszli na scenę parę minut po tekst321.00 – Zagramy dla Was kilka numerów z nadchodzącej płyty, która ukaże się w październiku – powiedział na wstępie Jason Swinscoe i artyści chwycili za instrumenty. Jednym z pierwszych zagranych utworów było „Arrival of the birds”, który już na starcie dostarczył publiczności nie lada wzruszeń. – Miłością do The Cinematic Orchestra zaraziła mnie siostra, nawet jej 4-letnia córka zawsze uspokaja się przy ich muzyce. Koncert był świetny, już na samym początku bardzo się wzruszyłam. Można było odpłynąć – Komentuje Ania, fanka zespołu.

Atmosfera podczas występu sprzyjała zadumie i refleksji i nic dziwnego, że niektórym udało się odpłynąć. Artyści nie potrzebowali zbyt dużego kontaktu z publicznością – porozumiewali się z nią za pomocą dźwięków wydobywających się z wielu instrumentów. Na scenie wystąpiło aż dziewięciu muzyków, jednak niektórzy z nich szczególnie oczarowali widzów. Czarnoskóra wokalistka, która w zespole zastąpiła zmarłą gwiazdę soul Fontellę Bass, oraz towarzyszący jej saksofonista Tom Chant – jeden z najbardziej charyzmatycznych muzyków w grupie. Na uwagę zasługuję również pełna pasji gra na gitarze oraz emocjonalny, charakterystyczny śpiew Larry’ego Browna, którego można było usłyszeć podczas bisu.

Jednak niektórzy uczestnicy występu nie byli do końca zadowoleni. Narzekali m.in na to, że niewykorzystane zostały możliwości nagłośnieniowe w klubie. Momentami usłyszeć można było rozmowy ludzi stojących w tłumie, które zazwyczaj na koncertach są zagłuszone. Było zbyt kameralnie, jak na tak spektakularną orkiestrę.

_DSC0951Jako ostatni utwór zagrali „Man with a Movie Camera”. Ze sceny zaczęła płynąć niesamowita energia, a pod koniec muzycy dali popis swoich największych możliwości. Fani nie dali im odejść zbyt szybko. Zespół ponownie pojawił się na scenie, by dać długi i magiczny bis, podczas którego, zgromadzeni goście usłyszeli „To Build a Home”, który wprowadził w trans niejednego, „Ode to the Big Sea”, a wreszcie „All That You Give”, który dostarczył wszystkim ogromnych, pozytywnych emocji. Duża część publiczności wyszła z klubu przed końcem. Nic dziwnego. Występ trwał ponad dwie godziny, a w repertuarze grupy, tego wieczoru, przeważały spokojne i nastrojowe ballady, sprzyjające sennej aurze. Jednak Ci, którzy opuścili muzyków przed bisem, mają czego żałować. Mimo, że cały koncert miał słabsze i lepsze momenty, ostatnie utwory zagrane zostały bezbłędnie!  Mam mieszane uczucia. Podobało mi się, ale czegoś zabrakło. Przede wszystkim było za mało emocji. Zagrali zbyt kameralnie, za cicho. Za dużo ballad, za mało sekcji rytmicznej. – komentował po koncercie Maciej Bąk z Radia Gdańsk.

Występ The Cinematic Orchestra pozostawił mieszane uczucia. Zdania i opinie są bardzo rozbieżne – niektórzy mówią, że koncert był klapą, niektórzy, że był niesamowity. Pozostaje jedynie czekać na rychły powrót zespołu do Polski. Tym razem z nowym materiałem, który jak zapowiadali muzycy, ukaże się już w październiku tego roku. Miejmy nadzieję, że jeśli zawitają ponownie do Trójmiasta, ich kolejny występ będzie bez zarzutu.

fot. Hanna Jakóbczyk
http://www.hannajakobczyk.com/

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *