Wyśpiewane Tajemnice Lasu

7663426.3W filmach i serialach dochodzi do prawdziwego renesansu baśni. Tego nie da się ukryć. „Tajemnice Lasu” to kolejna baśniowa propozycja, która łączy w sobie nie tylko wiele charakterystycznych dla gatunku elementów, ale również sporą część musicalu.

Film jest adaptacją broadway’owskiego musicalu z 1987 roku, a jego historia jest naprawdę prosta. Postaci z najbardziej znanych baśni (Czerwony Kapturek, Jaś i ziarna fasoli, Kopciuszek) umieszczono w jednym świecie, połączono w miarę spójną historią i okraszono licznymi muzycznymi utworami. Efekt? Bywa zabawnie, ciekawie, magicznie, ale po dwóch godzinach spędzonych w kinowym fotelu pozostaje niesmak.

Zacząć należy od tych dobrych stron. Charakteryzacja, kostiumy i naprawdę dobra ekipa ratują ten film. Wyśmienity Johny Depp (który pojawia się przez niespełna pięć minut) wykonał mistrzowską robotę. Pośród tajemnic lasu jako wilk porusza się tanecznym krokiem niczym Michael Buble, śpiewając nie gorzej od niego. Nie od dziś wiadomo, że Depp ma wiele talentów. Teraz śmiało można powiedzieć, że śpiew jest kolejnym z nich.

Trzynastoletnia Lilly Crowford, dla której film był debiutem, pokazała że jest doskonałym materiałem na aktorkę. Jej Czerwony Kapturek za każdym razem intryguje.  Przyjemnie patrzy się na sceny z jej udziałem, a gdy śpiewa z arogancją i butnością wywołuje uśmiech na twarz. Daniel Hutlesstone, który wciela się w Jasia od magicznej fasoli potwierdził, że jest mistrzem w tym co robi. Jego udział w „Nędznikach” z 2012 roku przyniósł mu wiele nagród i nominacji. Miejmy nadzieję, że po tym filmie zdobędzie ich jeszcze więcej, bo udowodnił, że na to zasłużył.

Emily Blunt i Anna Kendrick udowodniają, że potrafią śpiewać i wcale nie są drewnianymi aktorkami. Idealnie wcielają się w swoje role – odpowiednio żonę piekarza i Kopciuszka. Sprawiają również, że widz z chęcią śledzi ich przygody. Chris Pine oraz James Corden to kolejne gwiazdy, których udział w produkcji był strzałem w dziesiątkę. Panowie prezentują sztukę aktorską na wysokim poziomie, a ich wokal jest naprawdę dobry.

Niestety, poza charakteryzacją Meryl Streep wypada bardzo blado. Skoro Rob Marshall (reżyser filmu) chciał wiernie oddać musical, powinien wymagać od wszystkich śpiewu. Tutaj aktorka ni to śpiewa ni rapuje. W rytm muzyki wypowiada swoje kwestie. Nie jeden widz poczuje, że robiła to tylko po to, by utrzymać całe „Tajemnice Lasu” w ryzach.

Cieszyć mogą sceny i ważne odwołania do klasycznych baśni i bajek. Reżyser nie ukrywa, że siostry Kopciuszka, by założyć pantofelek pozbywają się palców i pięt. Nie ukrywa też, że Jaś zabija olbrzyma. Problem pojawia się wtedy, kiedy kończy się materiał źródłowy (a jesteśmy w połowie filmu). Scenarzyści próbują dopisać logiczną kontynuację, która tak naprawdę jest naciągana. Zemsta pani Olbrzym czy fakt, że Książę całuje się z każdą piękną kobietą (zdradzając Kopciuszka) to tylko niektóre genialne pomysły twórców.

Gdy kończą się pomysły na historię bohatera zostaje on po prostu zabity, usunięty z filmu. Niby śpiewa, że jest rozdarty wewnętrznie, że już ma dość… a wydawać by się mogło, że bohaterowie obejrzeli film, w którym grają i są tak zrozpaczeni, że postanawiają uciec z tego koszmaru. Wplecenie w i tak zawiłą historię Roszpunki okazało się gwoździem do trumny. Można wyciąć zupełnie wszystkie sceny z jej udziałem, a produkcja niczego nie straci.

Tym, którzy kochają baśnie można śmiało polecić „Tajemnice Lasu”. Najlepiej jednak, skończyć seans  po godzinie od rozpoczęcia filmu. Zero straty, a satysfakcja z musicalowo-przygodowej produkcji gwarantowana. Tylko czy o to chodziło twórcom?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *