TFN / Besides czyli post-rock rodem z kosmosu

TFN raz!Powoli dobiega końca zaplanowana na dwanaście koncertów trasa po Polsce zespołu Tides From Nebula. Muzycy grupy zapowiadali, że podczas występów w kraju zademonstrują materiał z trzech wydanych dotąd płyt, a setlista obejmie najbardziej energetyczne kawałki. Jednym z przystanków tego touru był sopocki klub Sfinks700, gdzie fani post-rockowych brzmień tłumnie zjawili się w piątek (28 listopada). Co tu dużo mówić, Sopot został rozniesiony falą instrumentali.

Fala ta rozpoczęła się punktualnie o 19.20. Wtedy to scenę sopockiego Sfinksa opanował support, czyli zespół Besides. Projekt zdobył ostatnio rozgłos wygrywając 8. edycję popularnego talent-show Must Be The Music. Do tej pory, żadnej innej post-rockowej kapeli nie udała się ta sztuka. Jak sami podkreślają, na ich triumf złożyło się kilka czynników. Pierwszym była prawda. Drugim szczerość wobec jury i publiczności. Trzecim, i chyba najważniejszym, była muzyka, która wypływała prosto z nich.

Dało się to odczuć podczas piątkowego (28 listopada) koncertu. Obcowanie z setem, opartym na jedynej jak dotąd płycie „We Were So Wrong”, sprawiło ludziom zgromadzonym pod sceną nie lada przyjemność. Utwory takie jak „Linnet’s Flight” czy „May I Take You Home” grały w uszach wszystkich przybyłych na długo po zakończeniu koncertu. Tym występem Besides udowodnili, że rodzima scena instrumentalna rośnie w siłę, a post-rock śmiało może stawać w szranki z muzyką popularną, która dominuje w rozgłośniach radiowych.

Świadczy o tym chociażby zmieniający się (na lepsze) trend ustalania ramówki każdej ze stacji. Otwierają się one na nowe, niszowe dźwięki, a krajowy post-rock wciąż niestety siedzi w niszy. Podejrzewam jednak, że tendencja ta nie potrwa długo. Tak jak w przypadku zespołu Besides, który na dniach wygrał program Must Be The Music i otworzył uszy słuchaczy na świeży powiew instrumentalnych dźwięków, tak za sprawą grupy Tides From Nebula wielu w ogóle rozpoczęło swoją muzyczną przygodę z post-rockiem.

O tym, jak piękna to przygoda, najlepiej przekonać się na koncercie. Podczas występu Tidesów klub Sfinks700 pękał w szwach, co tylko dowodzi, że krajowa muzyka instrumentalna ma coraz większą rzeszę fanów. Dla wielu z nich piątkowy (28 listopada) koncert był pierwszą okazją do posłuchania na żywo twórczości TFN. Adam Waleszyński – gitarzysta grupy – po jednym z utworów zrobił nawet szybką „sondę”, z której jasno wynikało, że dla sporej części publiczności jest to post-rockowy debiut pod sceną. Tym występem dołączyła ona do jednej, wielkiej rodziny Tides From Nebula.

Co do samego koncertu, usłyszeć można było wszystko to, co najlepsze w twórczości TFN. Trzy wydane jak dotąd albumy zapewniły zespołowi pozycję post-rockowego hegemona w naszym kraju. Materiał z nich doskonale sprawdza się podczas lajfów. Ba, on jest stworzony na koncerty, kiedy to nie tylko muzyką, ale i grą świateł, można zrobić show rodem z kosmosu. A to, co działo się podczas bisu, kiedy zespół wykonał „Tragedy of Joseph Merrick”, przejdzie do historii. Z resztą, zobaczcie sami.

Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Was na dwa ostatnie koncerty tej trasy. Już dziś Tides From Nebula pojawią się w olsztyńskim klubie Andergrant. Dzień później Warszawa i występ w Progresji. Chłońcie te dźwięki, bo naprawdę warto!

fot. Paweł Wroniak     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

czternaście − dziewięć =