Protesty w całej Polsce. Co z aborcją?
3 min przeczytania
Fot. Wiktoria Suchomska
W czwartek, 22 października w całym kraju odbyły się protesty przeciwko obowiązującym regulacjom prawnym dotyczącym aborcji. Dlaczego akcja została zorganizowana i o co postulują protestujący?
Powrót protestów aborcyjnych
Tegoroczna akcja nosi nazwę „Czerwona kartka za aborcję” i została zorganizowana w wielu polskich miastach (m.in. w Gdańsku, Poznaniu, Warszawie czy Krakowie). Tysiące osób wyszło na ulice w szóstą rocznicę wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, iż przerwanie ciąży z powodu nieuleczalnej choroby płodu jest niekonstytucyjne.

Temat aborcji powrócił po kilku latach od Strajków Kobiet z 2020 r. Protestujący apelują bezpośrednio do obecnego rządu, który obiecywał zmiany ustawy dotyczącej przerywanie ciąży. „Pamiętajcie w 2027, przez kogo znów tu stoimy” – takie hasło widniało na transparencie podczas protestów, w nawiązaniu do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.
Dla kogo czerwona kartka?
Aktualne kontrowersje wywołuje przede wszystkim brak zmian prawnych, mimo tego, że w 2023 r. przed wyborami parlamentarnymi głównym postulatem Koalicji Obywatelskiej było całkowite zalegalizowanie prawa kobiet do wykonywania aborcji.
Pomimo upływu trzech lat, jedynymi zmianami, które się pojawiły (dwa dni przed planowanymi protestami) były dekryminalizacja pomocy w dokonaniu aborcji oraz dopuszczenie usunięcia ciąży w przypadku poważnej wady płodu.
– Wspólnie razem ze wszystkimi ludźmi dajemy rządzącym czerwoną kartkę, ponieważ już dawno obiecali nam dostępną, legalną i bezpieczną aborcję – jednak dalej tego nie mamy, dlatego dajemy im czerwoną kartkę – powiedziała jedna z przedstawicielek Fundacji Widzialne.
Czerwono również w Trójmieście
W Gdańsku protest rozpoczął się o godz. 18:00 pod galerią Manhattan. Mimo deszczu, dołączyło do niego kilkaset osób. Pośród nich znalazły się głównie młode kobiety, ale nie tylko – nie zabrakło również mężczyzn, jak i osób starszych.
„Mamy dość” – krzyczeli protestujący. W tle słychać było gwizdy. Wiele osób wymachiwało czerwonymi kartkami, które otrzymali od jednej z przedstawicielek Fundacji Widzialne.
– Uważam, że aborcja to jest zwykła pomoc medyczna, a nie kryminalny zabieg – powiedział jeden z protestujących.
Po drugiej stronie ul. Grunwaldzkiej, również naprzeciw galerii Manhattan, została zorganizowana kontrmanifestacja, postulująca za zakazem dokonywania aborcji. Mimo skrajnie odmiennych przekonań, nie doszło do żadnych zamieszek, a całe wydarzenie przebiegło spokojnie.
Kolejne podjęcie tematu aborcji
Jednak to nie pierwszy raz, kiedy w całej Polsce jest głośno o aborcji. W październiku 2020 r., po wydaniu przez Trybunał Konstytucyjny wyroku, który zabraniał dokonania aborcji z powodu nieuleczalnej wady płodu, wybuchła fala protestów (tzw. Strajk Kobiet). Cała akcja nie trwała jeden dzień, a kilka tygodni, podczas których doszło do wielu incydentów i zatrzymań policyjnych. Mnóstwo kobiet w ramach protestu zaprzestało pracować.
Od tamtego czasu znak czerwonej błyskawicy na czarnym tle zaczął być powszechnie utożsamiany ze Strajkiem Kobiet i można było go dostrzec praktycznie wszędzie w przestrzeni publicznej – na balkonach, w kawiarniach, na szybach samochodów. Został wprowadzony nawet w przestrzeni medialnej, np. na Facebooku powstała możliwość dodania naklejki czerwonej błyskawicy na zdjęcie profilowe.
Zmiana podejścia?
– Razem z żoną braliśmy udział w protestach, które były kilka lat temu […] wspieramy tę inicjatywę, jesteśmy źli na rząd, i w ogóle nam się to w głowie nie mieści, że nic się nie zmieniło przez tyle lat – powiedział jeden z protestujących.
Wiele pytanych osób podkreśliło, że uczestniczyło w Strajku Kobiet w 2020 r. We wszystkich protestach ówczesnego roku wzięło udział ponad 430 tys. osób. Tegoroczne protesty zostały zorganizowane i rozgłoszone na o wiele mniejszą skalę niż te sprzed sześciu lat.
Nasuwa się pytanie – czy kobiety przez ten czas straciły nadzieję na legalną aborcję?
