„Znaleźć życie w szarych bryłach”. Internetowi propagatorzy architektury PRL-u
5 min przeczytania
fot. Matylda Kowalczyk
Listopad w Trójmieście jest ciężki. Z ulic znikają turyści, niebo przybiera jednolity, szary kolor, a wiatr staje się bardziej natarczywy. Właśnie takie Trójmiasto dwa lata temu zastał Fernando Sandoval, gdy przyjechał tu z Meksyku. Miasto nie dało się lubić — było surowe, chłodne, pozbawione pocztówkowego uroku.
@sala_brutalism
Od dziecka podobał mi się ten wschodnioeuropejski klimat. A kiedy zobaczyłem, jak wielkie i imponujące są tutejsze budynki, musiałem to pokazać, bo dla mnie to wciąż jest trochę egzotyczne. Kiedy przyjechałem, zrobiłem jakieś trzysta zdjęć w tydzień i nie chciałem ich wszystkich publikować na moim prywatnym Instagramie, więc po prostu założyłem „dziennik” — opowiada.
Dziś 26-letni Fernando prowadzi jedno z największych instagramowych kont poświęconych architekturze z okresu PRL. Profil, który nazywa swoim dziennikiem — @sala_brutalism — obserwuje dziś ponad 30 tysięcy osób. Stał się charakterystycznym miejscem w sieci — punktem odniesienia dla miłośników brutalizmu i powojennej architektury. Fernando współpracuje z innymi twórcami, podróżuje po Polsce i publikuje klimatyczne fotografie blokowisk, osiedli i monumentalnych budynków publicznych.
Podróżowałem po Polsce i myślę, że miastem, które zrobiło na mnie największe wrażenie swoją architekturą i klimatem, jest Wrocław. Mam też wrażenie, że ludzie są tam bardziej dumni ze swoich budynków. Manhattan we Wrocławiu to moja ulubiona dzielnica — mówi.
Choć konto jest dla niego sprawą bardzo osobistą, a Polska widziana przez jego obiektyw ma wyraźnie indywidualny charakter, wielu obserwujących nie wie, że autor profilu nie jest Polakiem. Mimo to doskonale rozumie i docenia historyczny kontekst tych miejsc

Gdy tu przyjechałem, nic nie wiedziałem o Polsce. Teraz, jeśli chodzi o historię, najbardziej interesują mnie lata po II wojnie światowej — po części dlatego, że to szczyt ery komunizmu, ale także dlatego, że Polska odrodziła się wraz z ruchem Solidarności. Uwielbiam ten moment we współczesnej historii Polski. Mam do niego wielki szacunek, ponieważ w Meksyku przeszliśmy przez coś podobnego. Rozumiem, że ta architektura wielu osobom przypomina o ciężkich dla Polski czasach, ale uważam, że to część historii i jest ona po to, by przypominać nam o wszystkich etapach, przez które przeszedł kraj — mówi Fernando.
@piekno.z.braku.laku
31-letnia Weronika Kozłowska wychowała się na warszawskich Bielanach, wśród blokowisk, które dla wielu są symbolem PRL-u. Dla niej były one przede wszystkim przestrzenią dorastania i codziennego życia.
Moje blokowisko to mój dom, moja mała wioska w wielkiej Warszawie. I szukam tego samego znajomego uczucia pośród innych bloków — mówi.
Weronika od kilku lat prowadzi profil @piekno.z.braku.laku, na którym publikuje swoje fotografie. Pokazuje na nich Polskę codzienną i nieuporządkowaną — taką, jaką widzi na co dzień.
Na zdjęciach staram się uchwycić, jak zmieniały się takie budynki — które z czasem stały się niepotrzebne i zaniedbane albo wręcz przeciwnie: jak osoby z nich korzystające tchnęły w nie życie i przystosowały do swoich potrzeb. Pragnę znaleźć życie w tych pozornie szarych, kanciastych bryłach — mówi.
Wśród publikowanych przez nią zdjęć, podobnie jak w realnym polskim krajobrazie, często pojawia się architektura z okresu PRL. I dodaje:
Do architektury z tamtych lat najbardziej przyciąga mnie powszechna niechęć do tego rodzaju budynków. Fascynuje mnie ich mocna forma, surowość materiałów oraz idee nowoczesności, których miały być ucieleśnieniem, choć czasami po ludzku nie wyszło. Choć wiele zależy od znaczenia historycznego i architektonicznego, przeważnie jestem za zachowaniem tych budynków — szczególnie jeśli są to obiekty publiczne, a po ich wyburzeniu miałyby powstać prywatne osiedla. Wraz z ich zniknięciem wymazuje się historia oraz pamięć ludzi, którzy tam mieszkali lub pracowali, a miasta tracą swój unikalny charakter.
@brutalpoland
Ponad 26 tysięcy obserwujących zgromadziła na swoim koncie @brutalpoland — 23-letnia Ania. Jak sama mówi, dzieli się tam swoją miłością do betonu — taką, która nie dla wszystkich jest zrozumiała. Jej fascynacja architekturą brutalistyczną zaczęła się w dość nieoczywisty sposób.
Wszystko zaczęło się od poznania mojego narzeczonego w 2022 roku. Ponieważ pochodzi z Ukrainy, bardzo szybko zaczęłam mieć styczność z tym językiem. Chciałam się go nauczyć i mówić biegle — i dziś mogę powiedzieć, że mi się to udało — opowiada.
Nauka języka stała się dla Ani także drogą do poznawania kraju:
Zaczęłam zauważać wiele podobieństw między Ukrainą a Polską. W pewnym momencie zrozumiałam, że są prawie identyczne. Wcześniej wydawało mi się, że Ukraina jest jakimś pustkowiem, a tymczasem okazało się, że jest pełna blokowisk. I wtedy pomyślałam: przecież u nas też tak jest.
Pierwsze zdjęcie, które zrobiła telefonem, przedstawia katowickie „Kukurydze”, obok których mieszkała przez większość życia.
Dopiero wtedy zaczęłam zwracać na nie uwagę jako na przykład absolutnie pięknej architektury brutalistycznej — przyznaje.

Na swoim profilu Ania w kreatywny sposób dzieli się wiedzą o brutalizmie i stara się pokazać jego wartość.
Cel jest prosty: pokazać, że brutalizm nie jest taki brutalny. Chcę zmienić spojrzenie ludzi na tę architekturę. Mam wobec siebie bardzo wysokie oczekiwania, ale też wiarę, że dam radę. Wystarczy pomyśleć, ile ciepła i tradycji działo się w tych mieszkaniach. To budynki pełne miłości, ale też pełne niezrozumienia — mówi.
W tym roku planuje wydać swoją pierwszą książkę, w której spróbuje odpowiedzieć na pytanie: burzyć czy zostawić. Jak sama zauważa, udało jej się zebrać bardzo dużą grupę odbiorców, wręcz abstrakcyjną do wyobrażenia.
Miłość do tej architektury wciąż pozostaje dla wielu niezrozumiała, podobnie jak potrzeba jej ochrony. Ania świadomie podejmuje się więc trudnego zadania tłumaczenia jej znaczenia, tłumaczy:
Musimy pamiętać, że ta architektura kojarzy się starszym ludziom z czasami powojennymi, kiedy życie nie było łatwe. Budowano masowo i dla jak największej liczby osób, żeby móc je dosłownie „upchnąć” w blokach, w których mieszkania nie należały do najbardziej komfortowych. Przykładem może być Superjednostka w Katowicach. Mój dziadek mieszka tam od 60 lat, w mieszkaniu o powierzchni około 40 metrów kwadratowych. Mieszkał tam z moją babcią, moją mamą i jej bratem. To były zupełnie inne czasy — ludziom zależało przede wszystkim na tym, żeby mieć dach nad głową i schronić się przed godziną policyjną.
Ania podkreśla, że rozumie ten kontekst:
Jestem szczęśliwa, że te czasy są już za nami. Dziś brutalizm jest w pewnym sensie romantyzowany, szczególnie przez młode pokolenie urodzone po 1995 roku. Sama jestem z rocznika 2003. Wiem, że nie da się zmienić spojrzenia wszystkich, ale może uda się chociaż części osób szerzej otworzyć oczy na piękno tej architektury. Ja w to wierzę — i właśnie tym się zajmuję.
