112: linia życia czy loteria? Tu oczekiwania zderzają się z rzeczywistością
3 min przeczytania
Fot. Magdalena Gębka-Scuffins
Chyba nikt z nas nie planuje dzwonić na 112. Ba, nikt nawet nie chce musieć tego robić. Wierzymy jednak, że gdy zajdzie taka potrzeba, uzyskamy pomoc bez problemu. Oczekujemy, że uniwersalny numer alarmowy to bezpieczna przystań działająca bez zarzutu. Jak pokazują przykłady z Pucka, rzeczywistość bywa mniej optymistyczna, budząc uzasadniony niepokój o wydolność systemu ratownictwa.
30 grudnia 2025 roku, na parkingu przy puckim centrum handlowym, w mroźnej, śnieżnej scenerii rozegrał się dramat kilkuletniego chłopca. Dziecko siedziało zapięte w foteliku na tylnym siedzeniu wychłodzonego samochodu i rozdzierająco płakało. Przechodnie zareagowali na głośny płacz i zajęli się chłopcem, jednocześnie szukając jego opiekunów i dzwoniąc na 112. Ich próby dodzwonienia się pozostały bez odpowiedzi. Po około 20 minutach rodzice chłopca się znaleźli i go zabrali. Ten incydent dał mi do myślenia. Co jeśli sytuacja byłaby jeszcze bardziej poważna?
Brak odzewu numeru alarmowego to nie odosobniony przypadek
Historia z Pucka nie jest odosobniona. W wakacje 2023 roku znalazłam nieprzytomnego, krwawiącego z ust mężczyznę leżącego na chodniku. Udzieliłam mu pierwszej pomocy i zadzwoniłam na 112. Niestety, dzwonić musiałam dwukrotnie: pierwsze połączenie po siedmiu sygnałach zakończyło się rozłączeniem, drugie dopiero po pięciu sygnałach zostało odebrane. Te doświadczenia obnażają problem, który wykracza poza jednorazowy błąd.
Statystyki kontra ludzkie życie: cień fałszywych zgłoszeń
Oficjalne dane Gov.pl mówią o średnim czasie oczekiwania na połączenie z numerem 112 wynoszącym niespełna 10 sekund, obsługiwanym przez niemal 1,2 tys. operatorów. Dlaczego więc w tak kluczowych momentach linia milczy?
Po przeanalizowaniu statystyk, uważam, że problem tkwi w ekstremalnym obciążeniu systemu, zwłaszcza w okresach świątecznych, czy złej pogody. W ostatnim tygodniu grudnia 2025 roku operatorzy w województwie pomorskim odebrali ponad 20 tys. połączeń alarmowych (to średnio 119 połączeń na godzinę). Co przerażające, wśród alarmowych połączeń wykonano ponad sześć tysięcy (35 na godzinę) fałszywych lub pomyłkowych telefonów. To ponad 30 proc. wszystkich odebranych połączeń, które blokują linie i angażują operatorów, uniemożliwiając pomoc tym, którzy naprawdę jej potrzebują. W czasie, gdy operator tłumaczy komuś, że „112 nie służy do zamawiania taksówki”, gdzie indziej rozgrywa się dramat, a linia życia jest zajęta.
Wniosek: potrzebna jest społeczna odpowiedzialność
Sytuacje takie, jak te z Pucka, to dzwonek alarmowy. Wierzymy w sprawność numeru 112, ale rzeczywistość pokazuje jego granice. Bez zażegnania plagi fałszywych zgłoszeń oraz ciągłego doskonalenia procedur, 112 z linii życia może stać się sygnałem do nikąd. Potrzeba nam szerszej dyskusji i większej odpowiedzialności społecznej, by w krytycznej chwili pomoc była faktycznie na wyciągnięcie ręki.
Profesjonalistka z pasją do mediów, marketingu i PR. Z sukcesem prowadzi kampanie i tworzy angażujący content.
