11/01/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Aligator w Trójmieście? Historia odwołanego koncertu Davida Bowiego

8 min odczytu
David Bowie Berlin muzyka Hauptstraße mieszkanie Davida Bowiego

Tablica upamiętniająca Davida Bowiego przy jego mieszkaniu przy Hauptstraße 155 w Berlinie / fot. Maja Grabowska

David Bowie to postać, którą nie sposób opisać jednym słowem. Legendarny muzyk był artystą totalnym, a jego pełna eksperymentów twórczość zrewolucjonizowała światową scenę muzyczną i do dziś inspiruje kolejne pokolenia. 10 stycznia 2026 r. mija 10 lat od jego śmierci. Wspominając muzyczną ikonę, nasunąć może się pytanie – czy David Bowie kiedykolwiek wystąpił w Polsce?

Ziggy Stardust, Aladdin Sane, Halloween Jack, Thin White Duke, The Blind Prophet. Z każdą kolejną erą, kolejnym albumem i kolejną personą, Bowie antycypował i kreował muzyczne trendy, przełamywał konwenanse, naginał formy. Niewątpliwie odcisnął piętno na gatunkach takich jak glam rock, punk, postpunk, synthpop czy art rock. Dziś niezliczeni artyści podążają śladami jego eksperymentów. Albumy: The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars, Diamond Dogs, Let’s Dance, czy słynna trylogia berlińska: Low, “Heroes” i Lodger, stały się rockowym kanonem; a utworów Starman czy Space Oddity nie trzeba przedstawiać.

Bowie grał na kilkunastu instrumentach, m.in. saksofonie, fortepianie, gitarze, skrzypcach, wiolonczeli, harmonijce czy koto. Niektóre z nich opanował na potrzeby konkretnych projektów. Malował i kolekcjonował sztukę, ma na koncie także role filmowe. Występy Davida Bowiego na srebrnym ekranie cechuje podobna tej scenicznej różnorodność. Grał m.in. króla goblinów w Labiryncie Jima Hensona, Nikola Teslę w Prestiżu Christophera Nolana czy Poncjusza Piłata w Ostatnim kuszeniu Chrystusa Martina Scorsese.

Obecnie Bowie ma status ikony. Po 10 latach od jego śmierci, twórczość i wpływ artysty na muzykę, modę i szeroko rozumianą popkulturę wciąż rezonują. Niestety, szersze uznanie zdobył w Polsce dopiero w ostatniej dekadzie, a nad Wisłą nie wystąpił ani razu.

Była jednak na to szansa – 26 lipca 1997 r., w Gdańsku.

Spacer po Warszawie

Artysta faktycznie odwiedził Polskę dwie dekady wcześniej. Legenda głosi, że podczas podróży z Moskwy do Berlina w 1976 r., David Bowie zatrzymał się na krótko w Warszawie, a konkretnie na stacji Warszawa Gdańska. Miał odbyć spacer w kierunku placu Wilsona (wówczas Komuny Paryskiej), a w okolicznej księgarni zakupić kilka płyt. Pośród wybranych tytułów znalazły się nagrania piosenek ludowych w wykonaniu Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk. Właśnie ten spacer zainspirował Bowiego do stworzenia utworu Warszawa, który trafił na krążek Low. Wokalna część, w której artysta używa wymyślonych słów, zawiera motyw z Helokanie, utworu napisanego przez Stanisława Hadynę, założyciela Śląska.

Co ciekawe, hołd dla stolicy Polski wywarł wpływ na pewien tworzący się wówczas w brytyjskim Salford zespół. Jak opowiadał sam Ian Curtis, pierwszą nazwą Joy Division było Warsaw, właśnie na cześć piosenki Bowiego.

Bowie na gdańskim millenium

David Bowie koncert Gdańsk Jan III Sobieski Gdańsk 1000 Wat Festiwal Machina Trójmiasto
Plakat Jan III Sobieski Gdańsk 1000 Wat Festiwal / źródło: czasopismo Machina 07-08/1997, Skany ze starej Machiny

David Bowie w latach 80. przeżywał okres największego sukcesu komercyjnego. Muzyczny kameleon poszukiwał jednak czegoś więcej niż statusu wyprzedającej hale i stadiony gwiazdy, i powrócił do eksperymentowania. Na przełomie dekad stworzył zespół Tin Machine, jednak dwa wydane przez grupę albumy spotkały się z mieszanym przyjęciem. Bowie w latach 90. eksplorował elektronikę, soul, jazz, hip-hop i ambient, prezentując kolejne solowe wydawnictwa: Black Tie White Noise (1993), The Buddha of Suburbia (1993) i Outside (1995).

Tutaj docieramy do roku 1997. Bowie świętował swoje 50. urodziny na wyjątkowym koncercie w Madison Square Garden, gdzie wystąpili z nim m.in. Lou Reed, Robert Smith, Dave Grohl i Sonic Youth. W lutym ukazał się album Earthling, dwudziesty pierwszy w dorobku artysty, tym razem inspirowany drum’n’bass i jungle. To właśnie z tego krążka pochodzi słynne I’m Afraid of Americans, w teledysku do którego Bowie – Europejczyk ucieka przed podążającym za nim Amerykaninem, w którego wciela się Trent Reznor.

Nie tylko David Bowie obchodził w 1997 r. „okrągłe” urodziny. Na ten rok przypadało także 1000-lecie istnienia Gdańska. Z tej okazji w mieście zaplanowano szereg atrakcji, w tym koncertów, zarówno gwiazd polskich, jak i zagranicznych. Wisienką na celebracyjnym torcie miało być wydarzenie o przydługiej nazwie Jan III Sobieski Gdańsk 1000 Wat Festiwal, które zaplanowano na 27 lipca. Na ówczesnym stadionie Lechii Gdańsk przy ul. Traugutta wystąpić miał David Bowie, a także brytyjski zespół Republica i rodzime O.N.A. Bilety w cenie 42,50 zł (z początkiem lipca wzrosła ona do 47,50) były dostępne m.in. w kasach Orbisu i Bartu, sklepach Cepelii czy… salonach optycznych i fotograficznych. Sprzedawano także wejściówki VIP (200 zł), a połowa ich wartości miała trafić na cel charytatywny.

Choć wydarzenie miało wszelkie predyspozycje do zapisania się na kartach muzycznej historii postkomunistycznej Polski, nigdy się nie odbyło. Co poszło nie tak?

Promocja w czasach klęski

Z zaplanowanej puli 15 tys. biletów sprzedano około tysiąca, przez co organizator zdecydował się całkowicie odwołać Jan III Sobieski Gdańsk 1000 Wat Festiwal. W informacji opublikowanej na łamach Dziennika Bałtyckiego przeczytać można komentarz Anny Kozerskiej, rzeczniczki prasowej sponsora imprezy:

– Zainteresowanie imprezą było bardzo niskie. Do tej pory sprzedaliśmy zaledwie tysiąc biletów – powiedziała nam Anna Kozerska […] Stwierdziła, że w natłoku imprez milenijnych koncert Bowiego nie był dużą atrakcją. Kolejnym powodem jest oczywiście panujący w całej Polsce nastrój żałobny po klęsce powodzi, który nie sprzyja atmosferze zabawy, a w szczególności promocji imprezy rozrywkowej. (Dziennik Bałtycki, lipiec 1997 r.)

Wspomniana klęska powodzi odnosi się do powodzi tysiąclecia, z której konsekwencjami walczyło tysiące Polaków. Pierwsza fala opadów wystąpiła na początku lipca, a w natłoku posępnych wiadomości wzmianki o koncercie rzeczywiście mogły prędko ginąć. Miesiąc przed wydarzeniem mógł być kluczowym etapem promocji, tym bardziej w sytuacji słabej sprzedaży. W obliczu walki z żywiołem, organizatorzy koncertu Bowiego byli jednak skazani na porażkę w boju o uwagę społeczeństwa. Na domiar złego, między 18 a 22 lipca wystąpiła druga, jeszcze większa fala opadów, która przyniosła kolejne zniszczenia i pogłębiła powszechną żałobę.

Do problemu z promocją odniósł się także Paweł Chojecki z odpowiedzialnej za organizację koncertu Bowiego agencji East and West. W dłuższej publikacji w Dzienniku Bałtyckim stwierdził, że promocja była prowadzona szczególnie aktywnie, a pracownicy agencji wykraczali poza swoje obowiązki.

– Wydrukowaliśmy o 20 tys. plakatów więcej, niż było przewidziane w kontrakcie. Wykupiliśmy najlepszy czas antenowy w telewizji i rozgłośniach radiowych. Do promocji włączyło się też miasto. Według mnie zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy – dodaje Chojecki. (Dziennik Bałtycki, 27 lipca 1997 r.)

Mając jednak z tyłu głowy szalejącą powódź, nie sposób nie zgodzić się z cytowaną w tym samym artykule wypowiedzią Elżbiety Kwasek, rzeczniczki British American Tobacco, sponsora koncertu: – Jako sponsor zainwestowaliśmy sporo pieniędzy w reklamę. Nie wiem, jaka reklama odciągnęłaby ludzi od tego, co się dzieje na południu Polski.

Zapaść czy kryzys popularności?

Czy w takim razie za odwołanie koncertu Davida Bowiego w Gdańsku należy winić wyłącznie tragiczny zbieg okoliczności? Paweł Chojecki powołał się również na powszechną zapaść na polskim rynku muzycznym. Choć wizyty zagranicznych gwiazd w postkomunistycznej Polsce były często traktowane jak święto, koncerty biletowane nie cieszyły się proporcjonalnym zainteresowaniem. Jak czytamy w Dzienniku Bałtyckim, przed Bowiem odwołano także występy grup KISS czy INXS, a koncert Jeana-Michela Jarre’a w katowickim Spodku przyciągnął o połowę mniejszą widownię niż się spodziewano. Również na debiut U2 nad Wisłą w tym samym roku bilety sprzedawały się dość słabo.

– Nie tylko Gdańsk przeżywa kryzys. Na rynku muzycznym panuje ogólna tendencja zapaściowa – dodaje Chojecki.

Choć z perspektywy czasu wydawać się to może nieco zaskakujące, pod koniec minionego stulecia David Bowie nie cieszył się nad Wisłą zbyt szeroką popularnością. W latach 90. dziennikarze muzyczni, którzy mieli wówczas ogromny wpływ na opinię publiczną, niejako porzucili Bowiego, a jeśli pisali już o jego nowych dokonaniach, to zazwyczaj nie mieli do powiedzenia nic pozytywnego. Szczyt popularności artysty przeminął, a polscy słuchacze zwrócili się ku innym nazwiskom i zespołom.

Nie znaczy to jednak, że chętnych nie było wcale. Po odwołaniu koncertu pojawiły się komentarze osób, które nie wiedziały, gdzie można było zakupić bilety. Tutaj zataczamy koło do problemu z promocją, która według organizatorów była tak szeroko zakrojona.

Konkretnej przyczyny fiaska imprezy nie można jednoznacznie wskazać, a cała prawda zapewne zaginęła z biegiem dekad. Niefortunny zbieg okoliczności skutkował jednak gorzkim wspomnieniem utraconej szansy na wyjątkowy koncert. Polscy fani już nigdy nie mieli następnej możliwości zobaczenia Davida Bowiego na nadwiślańskiej scenie.

Czarna gwiazda zgasła

David Bowie zmarł dekadę temu, 10 stycznia 2016 r., po długiej walce z rakiem. Zaledwie dwa dni wcześniej premierę miał jego ostatni album, Blackstar. Dzieło kompletne, monumentalne i przez wielu uważane za jedno z najlepszych w karierze artysty, okazało się wyjątkowym pożegnaniem i zwieńczeniem legendarnej spuścizny. Hipnotyzujące Lazarus czy przejmujące Blackstar, w których Bowie godzi się z nadchodzącym kresem, były ostatnim podarunkiem dla świata. Jak w dniu śmierci muzyka napisał producent i wieloletni współpracownik artysty, Tony Visconti: Jego śmierć, tak jak jego życie, była dziełem sztuki.