Trzecia Droga donikąd
5 min przeczytania
fot. Piotr Cierkosz/źródło: Unsplash
Po spektakularnym wyniku Trzeciej Drogi z 2023 r. dziś jej poparcie niemal całkowicie zniknęło. Dlaczego formacje Szymona Hołowni i Władysława Kosiniaka-Kamysza straciły tak wiele, jako jedyni z koalicji rządzącej? W rozmowie z politolożką, prof. dr hab. Danutą Plecką analizujemy błędy liderów, to kto przejął elektorat Trzeciej Drogi i co PSL i Polska 2050 mogą zrobić teraz, aby utrzymać się w polskiej polityce.
Skąd tak ogromna strata poparcia dla partii tworzących Trzecią Drogę? Są oni jedyną siłą z koalicji rządzącej, która straciła tak wiele – z 14% do obecnych niecałych 5%.
Przyczyn jest wiele. Przede wszystkim Polska 2050 powstała na fali osobistego sukcesu Szymona Hołowni w wyborach prezydenckich 2020 r. Jako osoba z show-biznesu, która niespodziewanie zajęła trzecie miejsce, przyciągnął on wyborców szukających świeżości. To źródło popularności przyczyniło się do późniejszej klęski. Hołownia popełnił kilka poważnych błędów jako marszałek, a później jako kandydat na prezydenta. Wystartował bez uzgodnień z koalicjantem i budował narrację na krytyce Rafała Trzaskowskiego. To powodowało chaos i brak spójności przekazu.
Które decyzje Hołowni jako marszałka Sejmu były dla niego i jego ugrupowania najgorsze?
Najpierw sprawa Kamińskiego i Wąsika – było widać brak decyzyjności i zagubienie. Potem doszedł temat ustaw dotyczących aborcji i okołoaborcyjnych. Hołownia zamroził projekty, które były kluczowe dla części koalicji i dla kobiet. Zostało to odebrane negatywnie. Kulminacją złych decyzji był niefortunny start w wyborach prezydenckich, ogłoszony bez jakichkolwiek konsultacji z PSL. Hołownia przedstawił się jako niezależny kandydat. I tutaj brakowało tej spójności, który polegał przede wszystkim na tym, że przecież był marszałkiem Sejmu wybranym właśnie przez tę większość parlamentarną. Był członkiem koalicji, a oznajmiał, że jest niezależny. Tutaj zaczęło mu wyraźnie maleć poparcie. To wszystko złożyło się na utratę wiarygodności Szymona Hołowni, jak i jego Polski 2050.
Dokąd w zasadzie przeniosło się te 10% poparcia utraconych przez Trzecią Drogę? Porównując obecne sondaże i wyniki ostatnich wyborów z wyborami parlamentarnymi największy wzrost zanotowała Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Wyborcy przeszli właśnie tam?
Spojrzałabym na to szerzej. Polska 2050 była w stanie, jako nowa partia na scenie politycznej, pozyskać tzw. elektorat przepływowy. Czyli tych, którzy byli niezdecydowani, którzy głosują na kogoś nowego, bo nie mają poglądów politycznych. Więc gdzie odpłynęli ci wszyscy wyborcy podczas wyborów prezydenckich? Ja myślę, że raczej zostali w domach. Konfederacji rośnie poparcie, ale z innych powodów, niekoniecznie ze słabości Trzeciej Drogi. Rośnie im, ponieważ są atrakcyjni dla młodych wyborców, głosujących po raz pierwszy.
A co z poparciem PSL-u? Całe to 14% z 2023 roku to było poparcie tylko Polski 2050?
Nie jestem przekonana, czy więcej było zwolenników PSL-u czy Polski 2050. Dlaczego? PSL jest tradycyjną partią chłopską, ludową, trwale zakorzenioną w świadomości. Nawet jeśli inne ugrupowania będą ten elektorat wiejski zawłaszczać, na końcu zawsze jest PSL. Złote czasy dla nich już minęły, ale moim zdaniem są oni w sondażach niedoszacowani. Proszę zauważyć, że w poprzednich wyborach PSL także miał bardzo niskie notowania, ale zawsze ostatecznie wchodził. Moim zdaniem, w przeciwieństwie do Polski 2050, PSL ma jeszcze szansę się odbić. Dlatego, że oni są autentyczni. Zawsze mówią to samo.
Polska 2050 nie ma już szans odbić się? To koniec tego projektu? A widzi Pani w ogóle jeszcze jakiś scenariusz, w którym pozostaną oni na scenie politycznej?
Jest jedna możliwość – Tusk zastosuje manewr Kaczyńskiego z 2015 roku. Wtedy Prawo i Sprawiedliwość startowało jako Prawo i Sprawiedliwość, ale zaprosiło na swoje listy wyborcze polityków z Porozumienia Jarosława Gowina i Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Pozbawili się w ten sposób dotacji i finansowania z budżetu państwa, ale mieli posłów w sejmie. Szansą dla Polski 2050 jest wejście na listy KO w 2027 r. na podobnej zasadzie. To jedyna ścieżka.
Po całej krytyce Rafała Trzaskowskiego i rządu z wyborów prezydenckich mieliby się dołączyć do nich?
Dla polityków Polski 2050 to byłoby najmądrzejsze, dla bytu politycznego głupie. Ale byt polityczny i tak już nie istnieje. Bo co jest siłą tego bytu politycznego? Tam nie ma już żadnej siły, żadnego motoru, który by ich pociągnął. Hołownia chce wyjechać i pracować w ONZ, Joanna Mucha nie podźwignie, Petru nie podźwignie. Zresztą, proszę zobaczyć, oni wszyscy grają na siebie, nie na jedność polityczną ugrupowania. Bo gdyby grali, byłby jeden kandydat na przewodniczącego partii. Więc politycy chcący się uratować wystartują z list KO.
Czy Pani zdaniem jest w Polsce w ogóle miejsce na stałą centrową siłę polityczną? Taką pomiędzy Koalicją Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością?
Badania Sadury i Sierakowskiego wskazują, że społeczeństwo radykalizuje się. Oczywiście służą temu czynniki międzynarodowe, takie jak wojna za naszą wschodnią granicą i zagrożenie ze strony Białorusi i Rosji. Ale nasza wojna wewnętrzna pomiędzy PiS-em a KO ma na to wpływ.
Prof. dr hab. Danuta Plecka – polska politolożka, ukończyła studia na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, w 2004 r. uzyskała stopień doktora na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, od 2024 r. profesor nauk społecznych w dyscyplinie nauki o polityce i administracji, obecnie związana z Uniwersytetem Gdańskim.
