Coutinho w poszukiwaniu formy wraca do Premier League

instagram.com/avfcofficial

Aktualnie trwające okno transferowe raczej nas nie rozpieszcza. Powoli kończy się styczeń a na wielkie ruchy na rynku transferowym, musimy jeszcze trochę poczekać. Chociaż zdarzają się ciekawe historie. Taką bez wątpienia jest powrót Coutinho do Premier League.

W Anglii Philippe Coutinho jest kojarzony jako jeden z najlepszych Brazylijczyków, którzy kiedykolwiek grali w tym kraju. Piłkarz urodził się w Rio De Janeiro i jest wychowankiem Vasco da Gama. W 2010 roku wyruszył na podbój Europy. Jego pierwszym przystankiem na Starym Kontynencie był Inter Mediolan. W barwach Nerazzurrich wystąpił w kilkudziesięciu spotkaniach, a później spędził pół roku na wypożyczeniu w hiszpańskim Espanyolu. W sezonie 12/13 podczas zimowego okna transferowego zawitał w Liverpoolu, gdzie na dobre się rozkręcił. 

Do angielskiej ekstraklasy wszedł bez kompleksów, w 13 spotkaniach dla The Reds zanotował 7 asyst i dołożył 3 bramki. W swoich pierwszych sezonach w Premier League nie był jednak zawodnikiem, który wykręcał niesamowite liczby. Był raczej solidnym graczem, który co jakiś czas zabłysnął wspaniałym zagraniem. Przełomowy okazał się sezon 15/16, gdy rozgrywki zamknął z liczbą 13 strzelonych goli oraz 7 asyst. Następną edycję Premier League rozpoczął w jeszcze lepszym stylu. Co prawda rozegrał tylko 14 spotkań, ale strzelił w nich 7 bramek i dołożył 6 asyst. Zapewne to skłoniło włodarzy FC Barcelony, by 8 stycznia 2018 roku domknąć transakcję na niebotyczną sumę 135 milionów euro i sprowadzić Brazylijczyka na Camp Nou.

W pozostałych 18 kolejkach tego sezonu w barwach Barcelony zanotował takie same liczby jak przez pierwsze pół sezonu w Liverpoolu. Dawało to fanom Blaugrany powody do optymizmu, jednak ten szybko się skończył. Swój pierwszy pełny sezon w Hiszpanii skończył z zaledwie 5 ligowymi trafieniami, asystami też nie rozpieszczał kibiców, bo były tylko dwie. Na tyle rozczarował swoimi występami włodarzy Dumy Katalonii, że zdecydowali się oni wypożyczyć go do Bayernu Monachium. W Bawarii było już nieco lepiej, w lidze strzelił 8 bramek i 6 razy wykonał ostateczne podanie. Dołożył do tego po 3 trafienia i asysty w lidze mistrzów. Dwie z tych bramek były dość symboliczne, strzelone w pamiętnym meczu wygranym 8:2 z Barceloną. Mimo wszystko w Bayernie też było mu daleko do formy, którą prezentował pod koniec pobytu w Premier League. 

Pomimo tego zdecydowano się dać jeszcze jedną szansę Coutinho na Camp Nou. Jak się okazało, nie była to najlepsza decyzja. Wartość Brazylijczyka z każdym miesiącem spadała i tak jak w 2018 roku po transferze był wart 150 milionów euro, tak teraz szacuje się go na zaledwie 18 milionów. W rozgrywkach 20/21 wystąpił w jedynie 14 spotkaniach, a resztę sezonu stracił przez kontuzje. W Barcelonie mieli już tego dość. Brazylijczyk pobiera olbrzymią tygodniówkę, a w żadnym stopniu nie spełnia wymagań. Przez wspomnianą pensję ciężko było znaleźć kupca na zawodnika, nawet pomimo tego, że jego kontrakt w czerwcu 2023 roku dobiegnie końca. Ostatecznie udało mu się znaleźć drogę ewakuacyjną z Barcelony. Powędrował na wypożyczenie do Aston Villi. To właśnie w Premier League spędzi resztę tego sezonu.

Z pewnością dużą rolę w tym ruchu odegrał nowy szkoleniowiec The Villans. Steven Gerrard gdy był jeszcze aktywnym piłkarzem grał z Coutinho podczas jego pobytu w Liverpoolu. Więc zdecydowanie wie, na co go stać. Były reprezentant Anglii swoim przybyciem tchnął nowe życie w ekipę z Birmingham. Pomimo ciężkiego terminarzu udało mu się polepszyć grę drużyny i zdobyć ważne punkty, sukcesywnie pnąc się w górę tabeli. 15 stycznia Coutinho zaledwie tydzień po przybyciu do Anglii, zadebiutował w nowych barwach. Na Villa Park przyjechał Manchester United, który przez większość czasu kontrolował przebieg spotkania. W 68. minucie na boisku pojawił się nowy nabytek Gerrarda, Manchester prowadził 2:0 i wydawało się, że spokojnie dowiezie zwycięstwo do końca. Niespełna 10 minut po pojawieniu się na boisku Coutinho brał już czynny udział w akcji bramkowej, którą wykończył Jacob Ramsey. Długo nie zajęło Brazylijczykowi, aby zabłysnąć kolejny raz. Zaledwie 4 minuty później sam wpakował piłkę do siatki z bliskiej odległości po podaniu poprzedniego strzelca. Tak w dwójkę rozmontowali obronę Czerwonych Diabłów i zapewnili Villi ważny punkt, który z pewnością dobrze wpłynął na morale zespołu, a sam Coutinho wreszcie przypomniał nam swoje najlepsze czasy. W następnej ligowej potyczce Villa podejmowała Everton i w tym mecz Brazylijczyk znajdował się już w wyjściowej jedenastce. Pod koniec pierwszej połowy zespół prowadzony przez Gerrarda prowadził 1:0, ale sam Coutinho nie porwał tłumów swoją grą. Miał parę udanych podań, jednak wielu jego kolegów prezentowało się znacznie lepiej. Mocno występ Brazylijczyka obrazuje statystyka udanych dryblingów, nie było ani jednego, co jak na skrzydłowego jest wynikiem karygodnym. W drugą połowę również wszedł nie najlepiej. Ostatecznie został zmieniony w 74. minucie. Aston Villi udało się wywieźć trzy punkty z Goodison Park pomimo tego, że druga połowa całkowicie przebiegała pod dyktando gospodarzy. 

Te mecze pokazały dwa oblicza Coutinho, magika z czasów Liverpoolu i przeciętniaka z Barcelony. Dobitnie określa to jego problem, brak stabilizacji formy. Rozgrywa świetne 20 minut z Manchesterem United, aby kilka dni później zaliczyć przeciętne zawody z Evertonem. Teraz ma przed sobą pół roku, aby udowodnić światu, że jego kariera jest jeszcze do odratowania i nie zapomniał, jak się gra w piłkę. W czerwcu kończy 30 lat i zapewne jeśli będzie kontynuował przeciętne występy, to Barcelona raczej nie będzie wiązała z nim przyszłości i ponownie postara się znaleźć mu nowy klub. Teraz przed Coutinho najważniejsze miesiące, aby w jakimkolwiek stopniu uratować swoją karierę. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

10 − 5 =