„Lion. Droga do domu” – recenzja

7760142-6Nic nie wzrusza bardziej, niż prawdziwe ludzkie tragedie. Saroo Brierley opisał historię swojego życia w książce pod tytułem „Droga do domu”. Opowieść poruszyła miliony czytelników i szybko doczekała się ekranizacji.

Saroo (Sunny Pawar) mieszkał razem z matką i rodzeństwem w ubogiej wiosce w Indiach. On i jego starszy brat pomagali rodzinie, wykonując dorywcze prace. Tak było i tego wieczoru, kiedy chłopcy pojechali do pobliskiego miasta. Zmęczony nocną wyprawą pięciolatek, zasnął w pociągu, czekając na brata. Niespodziewanie pojazd ruszył, a chłopiec wysiadł dopiero na stacji w Kalkucie, oddalonej ponad tysiąc kilometrów od domu.

Film podzielony jest na dwie części. Pierwsze czterdzieści minut to wprowadzenie do właściwej historii, które przedstawia losy małego chłopca. Obserwujemy jak ten tuła się samotnie po zatłoczonych uliczkach wielkiego miasta i styka się z niebezpieczeństwami takimi, jak pedofilia i handel dziećmi. Oglądamy realistyczny obraz nędzy i ubóstwa w Indiach – życie bezdomnych, spanie pod mostami, walkę o jedzenie. Szczególnie uderza scena z przytułku dla nieletnich, którzy, zamknięci w ciasnych pomieszczeniach, zza krat witają rówieśnika szyderczym śmiechem. W drugiej połowie filmu śledzimy rzeczywistość całkowicie kontrastującą z tym, co pokazane było do tej pory. Saroo wychowany w biedzie, trafia do ludzi gotowych pokochać go jak własnego syna. Ich nowoczesny dom w Austalii, w którym wszystkiego było pod dostatkiem jest dla niego czymś zupełnie nowym.

958874299c39dee9de9cd63b6cdcMimo że Australijczycy otoczyli go troską i zapewnili dobrą przyszłość, to po dwudziestu latach wciąż prześladują go wspomnienia z dalekiej przeszłości. Nie może żyć w świadomości, że jego biologiczna matka nigdy nie dowie się, co stało się z jej synem. Z pomocą przychodzi grupa przyjaciół ze studiów i najnowszy wynalazek tamtych lat – Google Earth. Szanse na odnalezienie wioski, której nazwy Saroo nie pamięta są nikłe. Jednak postanawia on spróbować i pogrąża się w obsesyjnych poszukiwaniach.

Film dotyka kilku ważnych problemów społecznych. Przede wszystkim naświetla temat życia w skrajnej biedzie i nędzy, podczas gdy inni pławią się w dobrobycie, nie martwiąc się co przyniesie nowy dzień. Dla niektórych może to być dobrą lekcją pokory. W produkcji poruszono, również sprawę drastycznie rosnącej liczby sierot w Indiach. Obserwujemy heroiczną postawę adopcyjnej matki Saroo (Nicole Kidman), która żyła w przekonaniu, że na świecie jest wystarczająco dużo dzieci potrzebujących miłości i to właśnie im trzeba pomóc, a nie starać się o kolejne.

Kidman  stworzyła świetną kreację Sue Brierley. Aktorka w prywatnym życiu jest matką dwójki adoptowanych dzieci, a w jednym z wywiadów powiedziała, że film traktuje jako list miłosny do swoich wychowanków. Zapewne dlatego włożyła tyle uczucia w swoją rolę. Mimo że jest to drugoplanowa postać, to swoją epizodyczną grą dostarcza widzom więcej emocji, niż  Dev Patel (w roli dorosłego Saroo), który cały czas jest na pierwszym planie. Kojarzony przede wszystkim z rolą w oscarowym „Slumdog. Milioner z ulicy”, w najnowszej produkcji wypada inaczej. Głównie za sprawą tego, że gra tu już jako dojrzały i bardziej świadomy aktor. Najbardziej urzekająca okazała się rola Sunnego Pawara, który prowadzi nas przez pierwszą część obrazu. Ośmiolatek jest bardzo autentyczny. – Mogliśmy tworzyć z nim takie sceny jak z dorosłymi aktorami – komentuje jego pracę reżyser.

W oczy rzuca się spektakularny sposób ukazania przyrody. Twórca filmu chciał wydobyć piękno każdej scenerii. Chwilami mamy jednak wrażenie, że za bardzo skupia się na elementach wizualnych. Dla niektórych liczne ujęcia z lotu ptaka mogą być atrakcyjnym dodatkiem do fabuły, ale dla reszty widzów, w pełni zaangażowanych w historię, te elementy będą po prostu zakłócać odbiór. „Lion. Droga do domu” to reżyserski debiut Gartha Davisa w pełnym metrażu. Do tej pory pracował przy tworzeniu serialu „Tajemnice Laketop”. Mimo że jest dopiero na początku tworzenia swojej filmografii, to z pewnością nie jest mu obojętna nagroda Akademii Filmowej, a jak wiadomo historie oparte na faktach są bardzo często nagradzane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *