28/02/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Debiuty: Wyrok na cztery łapy. Zdrada młodego pokolenia

3 min przeczytania
zwierzęta pies

autor: Saksham Vikram/ źródło: Unsplash.com

autorka: Julia Rożek

Zima, mróz, krótki łańcuch wrzynający się w szyję i zamarznięta woda w misce. Ten obraz miał zniknąć z polskiej rzeczywistości, ale szansa na to została zaprzepaszczona. Co najbardziej szokujące – politykom, którzy skazali psy na dalsze cierpienie, poparcia udziela „najwrażliwsze” pokolenie w historii. Młodzi Polacy, którzy w mediach społecznościowych deklarują miłość do zwierząt, przy urnach wyborczych po prostu je zdradzili.

Obecne przepisy to martwe prawo i fikcja. Ustawa o ochronie zwierząt (art. 9 ust. 2) teoretycznie zabrania trzymania zwierząt na uwięzi dłużej niż 12 godzin na dobę. W praktyce przepis ten jest nieweryfikowalny. Nikt nie stoi ze stoperem, a policja rozkłada ręce. Psy latami wegetują na łańcuchach, bez szansy na prawdziwy ruch.

Odrzucona nowelizacja miała być końcem tej patologii. Projekt zakładał proste zasady: całkowity zakaz uwięzi i zastąpienie łańcucha kojcem o wymiarach od 10 do 20 m². To nie luksusy, a absolutne minimum, pozwalające na swobodny ruch, a nie tkwienie w błocie i we własnych odchodach.

Kto zabił ustawę?

Gdy Sejm przegłosował nowelizację, wydawało się, że los zwierząt jest wreszcie bezpieczny. Ustawa przeszła trudną drogę w parlamencie. Niestety, na samym końcu zablokował ją prezydent Karol Nawrocki. Jego weto przekreśliło całą pracę parlamentarzystów i odebrało psom szansę na lepsze, godne życie. Jeden podpis skazał tysiące zwierząt na dalsze cierpienie.

Ale prezydent nie działał sam. Nie można zapomnieć o posłach, którzy od początku walczyli na szkodę zwierząt. Przeciwko nowym przepisom opowiedział się cały klub Konfederacji, idole polskiej młodzieży, w tym Sławomir Mentzen czy Krzysztof Bosak. Wszyscy zagłosowali jednogłośnie. Żaden poseł Konfederacji nie wyłamał się by stanąć po stronie cierpiących zwierząt – z resztą nie po raz pierwszy. Ci sami politycy głosowali przeciwko zakazowi hodowli zwierząt na futra. Cierpienie norek czy lisów, tak samo jak psów, nic dla nich nie znaczy.

To nie przypadek, lecz fundament ich ideologii. I tu trzeba powiedzieć wprost, co ci ludzie mają w głowach. Poseł Dobromir Sośnierz powiedział bez ogródek: „zwierzęta to tylko maszyny zrobione z mięsa”. Według niego nie należą im się prawa, bo – cytuję – „nie płacą podatków” i są niżej w hierarchii, a jedynie „mają prawo być smaczne”.

Liderzy tacy jak Krzysztof Bosak ubierają to okrucieństwo w „ładniejsze” słowa, twierdząc, że nadawanie zwierzętom praw to „upadek cywilizacji” i zrównanie ich z ludźmi. Efekt jest jednak ten sam: dla „świętego prawa własności” skazuje się żywe istoty na ból.

Hipokryzja młodego pokolenia

W tym kontekście paradoks młodego pokolenia boli najbardziej. Wyniki wyborów pokazują jasno – młodzi ludzie masowo głosują na Konfederację. Wielu z nich jest zafascynowanych Sławomirem Mentzenem. Śledzą go na TikToku, gdzie pije piwo, żartuje i obiecuje niskie podatki. Wpatrzeni w ten wyluzowany wizerunek, kompletnie ignorują fakt, że ten „fajny gość” i cała jego partia zagłosowali za tym, aby zwierzęta dalej cierpiały na łańcuchach.

Jak to możliwe, że młode pokolenie wychowane na Internecie, rzekomo świadome i empatyczne wspiera konfederacje? Jak można kochać swojego psa, spać z nim w łóżku, a potem iść na wybory i zagłosować na ludzi, dla których ten pies jest tylko „mięsem, które nie płaci podatków”? To szczyt hipokryzji. Popieranie takich ludzi to dawanie cichego przyzwolenia na okrucieństwo. Może więc czas, aby miłość do zwierząt stała się ważnym kryterium przy urnie wyborczej. Bo wolność, która oznacza wolność do znęcania się nad słabszymi, nie jest nic warta.