Długość monologu (o) samotności. O „Blue Moon” Richarda Linklatera
10 min przeczytania
Ethan Hawke i Margaret Qualley w "Blue Moon" / źródło: materiały prasowe American Film Festival (org. Sabrina Lantos, Sony Pictures Classics)
Przy dźwiękach pianina i przygaszonym świetle, pewien niewysoki mężczyzna snuje w barze refleksje i opowieści. Mówi o działalności artystycznej i pochłaniającej go miłości, lecz pośród jego słów słychać przejmujący, niewypowiedziany smutek. Jest 31 marca 1943 r., niewysoki mężczyzna to Lorenz Hart, a w pobliskim teatrze swoją premierę ma Oklahoma! – pierwszy musical jego wieloletniego współpracownika, Richarda Rodgersa, bez jego udziału.
Podczas gdy deszczowy Berlin gości w tym tygodniu kolejną edycję Berlinale, wróćmy na moment do zeszłorocznej, jubileuszowej odsłony festiwalu. Pośród ponad 250 tytułów w programie 75. Berlinale, swoją premierę miał również nowy projekt Richarda Linklatera. Reżyser i scenarzysta m.in. trylogii Before, Boyhood i Dazed and Confused zaprezentował w Berlinie film Blue Moon – wspomnienie pamiętnego w historii amerykańskiego musicalu, wieczoru z perspektywy tekściarza Lorenza Harta. To już 9. obraz, w którym Linklater obsadził Ethana Hawke’a, a partnerują mu m.in. Andrew Scott, Margaret Qualley i Bobby Cannavale. Kanwą dla scenariusza Roberta Kaplowa była listowna korespondencja między Lorenzem Hartem i Elizabeth Weiland.
Andrew Scott otrzymał w Berlinie Srebrnego Niedźwiedzia za Najlepszą rolę drugoplanową. Ethan Hawke natomiast w trwającym sezonie nagrodowym zdobył za swoją kreację liczne nominacje, w tym do: Złotego Globu, Critics’ Choice Award, Actor Award (nagrody Screen Actors Guild), BAFTA oraz Oscara. To jego trzecia w kategorii aktorskiej szansa na Złotego Rycerzyka – po raz pierwszy jako Aktor pierwszoplanowy. Amerykańska Akademia wyróżniła także tekst Roberta Kaplowa, przyznając mu nominację w kategorii Najlepszy scenariusz adaptowany.
„Blue moon, you saw me standing alone…”

Lorenz Hart (1895–1943) był autorem tekstów i współtwórcą uwielbianych na Broadwayu musicali. W 1919 r. poznał Richarda Rodgersa, kompozytora, z którym stworzył jeden z najważniejszych artystycznych duetów Ameryki. W ciągu ponad 20-letniej współpracy napisali piosenki do 26 musicali, m.in. Babes in Arms, The Boys from Syracuse, Pal Joey i On Your Toes. W latach 30. tworzyli również kompozycje do filmów. Część utworów z szerokiego portfolio Harta i Rodgersa stało się standardami, a wśród ich najbardziej znanych piosenek wymienia się My Funny Valentine, The Lady is a Tramp, Where or When, Manhattan, Bewitched (Bothered and Bewildered) oraz Blue Moon.
Piosenka, od której film wziął swój tytuł, może być współcześnie kojarzona z wykonaniem Elvisa Presleya z 1956 r. Jego cover znalazł się na debiutanckiej płycie artysty, Elvis Presley, z tego samego roku, a w 1989 r. Jim Jarmush wykorzystał tę wersję w Mystery Train. Oryginalnie, Blue Moon powstało jako jeden z trzech utworów Rodgersa i Harta do filmu Tu rządzi humor z 1934 r., jednak scena, w której miało się znaleźć, została wycięta. Rodgers chciał wykorzystać stworzoną melodię, więc przy pracy nad piosenkami do Wielkiego gracza (1934) Hart zmodyfikował tekst. Tak powstało wykonywane w filmie przez Shirley Ross The Bad in Every Man. Wówczas ze strony legendarnego studia Metro-Goldwyn-Mayer pojawiła się sugestia, by nadać wersom więcej romantyzmu i wydać piosenkę na nowo, pod ciekawszym tytułem. Lorenz Hart niechętnie napisał nowy tekst, i tak właśnie powstało znane dziś Blue Moon.
„Za wspaniałą i chwalebną przeszłość, gdy wszystko miało wielkie znaczenie”
Hart przez lata zmagał się z uzależnieniem od alkoholu. Potrafił niekiedy znikać na całe tygodnie, ignorować ustalenia i nie pojawiać się na spotkaniach, co utrudniało współpracę i było źródłem konfliktów między tekściarzem a Richardem Rodgersem. Pił coraz więcej, imprezował, miał wahania nastroju, nie bywał sobą. Niemniej, w 1942 r. Rodgersowi i Hartowi udało się zrealizować musical By Jupiter, który okazał się ich ostatnim wspólnym projektem.
W tym samym roku ogłoszono, że Lorenz Hart, Richard Rodgers oraz Oscar Hammerstein II rozpoczęli pracę nad musicalowym widowiskiem na kanwie folkowej sztuki Green Grow the Lilacs autorstwa Lynn Riggs. Kompozytor zaprosił do współpracy Hammersteina, również tekściarza, ze względu na wspomniane przeszkody w pracy z Hartem. Ten zresztą od początku sceptycznie podchodził do tego projektu, sugerując, że pola Oklahomy nie są scenerią dla dochodowego musicalu i ma trudności z pisaniem tekstów do takowej. Ostatecznie Lorenz Hart, ku rozczarowaniu wieloletniego partnera, porzucił projekt. Piosenki do musicalu, który stał się Oklahomą! finalnie napisał Hammerstein.
Wówczas w dniu 31 marca 1943 r. zaszło słońce i uniosła się kurtyna.
Akcja filmu Richarda Linklatera – z wyjątkiem prologu, do którego wrócę później – rozgrywa się całkowicie w wieczór premiery Oklahomy!. Lorenz Hart (Ethan Hawke) wymyka się z St. James Theatre i udaje do restauracji Sardi’s, a konkretnie do tamtejszego baru. Tam rozpoczyna przeplataną monologami konwersację z barmanem Eddiem (Bobby Cannavale), przygrywającym im pianistą Mortym (Jonah Lees) oraz siedzącym w rogu sali pisarzem E.B. White’m (Patrick Kennedy). W oczekiwaniu na Rodgersa i Hammersteina, którzy zaplanowali w lokalu przyjęcie po premierze, tekściarz opowiada o swoich wrażeniach na temat musicalu, procesie twórczym, artystycznym życiu, a przede wszystkim o rozbudzonym uczuciu do młodej studentki sztuk pięknych.
„Czy ktoś był kiedyś wystarczająco kochany?”

Blue Moon to przede wszystkim fascynujący portret skomplikowanej postaci. Choć niewysoki (Hart faktycznie miał zaledwie 152 cm wzrostu), mężczyzna wchodzi do baru i skupia całą uwagę na sobie. Wraz z barmanem odgrywa słynną scenę z Casablanki. Zagaduje pianistę, a gdy po chwili pojawia się kurier z kwiatami, składa mu niejednoznaczną propozycję. Lorenz Hart prosi o nalanie mu alkoholu, choć stara się zachować trzeźwość – zamierza wyłącznie wąchać trunek i podziwiać butelkę. Otwarcie deklaruje, że jest omniseksualny (jak zresztą, według niego, powinien być każdy pisarz), bezpardonowo wypowiada się o cielesności, a przede wszystkim pragnie opowiedzieć słuchaczom o wyjątkowej kobiecie, która ma lada chwila zjawić się w Sardi’s. Eddie pyta Harta o jego opinię o Oklahomie!. Tekściarz wpierw zaczyna wymieniać i wręcz wyśmiewać niedociągnięcia; szczególnie absurdalny wydaje mu się wykrzyknik na końcu tytułu. Boli go, że to musical boleśnie poprawny i nieobraźliwy – „tylko kto chce nieobraźliwej sztuki?”
Hart mówi dużo, głośno i z uczuciem, a jego słowa stopniowo zaczynają ujawniać, jakie emocje naprawdę kryją się pod błyskotliwą fasadą. Wbrew obietnicy danej barmanowi, sięga po szklankę i wyznaje, co faktycznie widzi w nowym musicalu wieloletniego partnera – to pierwszy projekt Rodgersa bez jego udziału, i to właśnie Oklahoma! stanie się jego największym sukcesem.
By odwrócić uwagę od tlących się w nim zazdrości i rozgoryczenia, tekściarz opowiada o Elizabeth Weiland (Margaret Qualley). Hart jest beznadziejnie zakochany w 20-letniej studentce, ponad wszystko ceni sobie każde jej słowo i każdą chwilę, którą spędzili razem. Jako wielbiciel piękna jest gotów wznosić peany na cześć wszystkich jej walorów, jednak nie jest pewien uczuć Elizabeth wobec niego. Naiwnie wierzy, że ten wieczór rozwieje jego wątpliwości i w końcu dojdzie między nimi do upragnionego zbliżenia.
„Tak robią pisarze. Nosimy naszą wrażliwość jak pelerynę, by ujrzał ją cały świat”
Ciąg wyznań i historii obnaża emocjonalny kryzys Lorenza Harta. Jego rozżalenie pogłębia się po przybyciu Rodgersa (Andrew Scott) i Hammersteina (Simon Delaney), którzy na każdym kroku słyszą pochwały. Pierwsze recenzje musicalu są przytłaczająco pozytywne, duet wypytywany jest o kolejne projekty, a obecność Harta jest praktycznie niezauważana. Mimo dwóch dekad wspólnej historii, tekściarz zyskuje zaledwie dwie okazje do rozmowy z rozchwytywanym Richardem Rodgersem.

W konwersacji Rodgersa z Hartem czuć ciężar niewypowiedzianych żali. Kompozytor jednak zbyt wysoko ceni sobie liryczny kunszt Harta i lata ich współpracy, by publicznie się z nim kłócić, tym bardziej w tak wyjątkowy wieczór. Pomimo tego, z opanowaniem wbija kilka szpil w sugerującego kolejne pomysły tekściarza, wyczuwając także fałsz w jego komplementach. Ten zdaje się nie przyjmować w pełni do wiadomości swoich win, a Rodgers nie chce mówić mu wprost, co zaważyło na decyzji o bliższej współpracy z Oscarem Hammersteinem.
Po latach spędzonych wśród tego grona, Hart ma świadomość, że jego czas właśnie się kończy, a Broadway stopniowo zapomni o nim, choć nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Pragnie zwierzyć się Elizabeth, lecz rozmowa z nią przynosi diametralnie odmienny od oczekiwanego skutek. Gdy po wyjściu gości ponownie zasiada przy barze Eddiego, czuć, jak opada z nim ciężar przygnębienia. W wieczór tak radosny dla duetu twórców, pozostawiony sobie tekściarz jest najsmutniejszym człowiekiem w Nowym Yorku.
Film kończy się doprecyzowaniem sceny i komunikatu radiowego z prologu. Lorenz Hart umiera zaledwie 7 miesięcy po wydarzeniach marcowego wieczora. W ciągu tego czasu raz jeszcze łączy siły z Richardem Rodgersem, by napisać kilka utworów do nowej wersji A Connecticut Yankee.
Kompozytor kontynuuje współpracę z Oscarem Hammersteinem, a ich duet zdobywa jeszcze większe uznanie niż Rodgers i Hart. Przez wielu określani jako najlepszy duet w historii XX-wiecznego musicalu, są odpowiedzialni choćby za legendarne Dźwięki muzyki. Za Oklahomę!, zgodnie z wyrokiem filmowego Harta, otrzymali nagrodę Pullitzera.
„Czy spotkałeś kiedyś kogoś, kto na zawsze odmienił twoje i jego życie?”
Blue Moon ponownie dowodzi, że Richard Linklater jak nikt inny potrafi zafascynować widza obrazem opartym na dialogu. Film swoją formułą może przywieść na myśl trylogię Before, ale zamkniętą w nowojorskiej restauracji i jeszcze bardziej „przegadaną”. Ogląda się go jednak z zaangażowaniem, chłonąc każdą kwestię i obserwując każdy ruch. Uznanie należy się tutaj również Robertowi Kaplowowi, który stworzył scenariusz pełen niewypowiedzianych emocji i błyskotliwego humoru – co ciekawe i tym bardziej imponujące, to jego pierwszy tekst przeznaczony na srebrny ekran.

Film Linklatera to jednak przede wszystkim popis aktorskich umiejętności Ethana Hawke’a. To dzięki jego wybitnej interpretacji możemy wychwycić tak wiele emocji skrywanych przez Harta. Współczujemy tekściarzowi jego losu, choć jego postać jest niejednoznaczna i może budzić sprzeczne odczucia. Hart w wykonaniu Hawke’a nie jest postacią gloryfikowaną, a jego błędy i negatywne cechy ciążą na relacjach z innymi bohaterami. Blue Moon stawia pomnik artyście, którego gwiazda przygasła w porównaniu z tą wieloletniego współpracownika – nie jest to jednak pomnik nienagannie lśniący, lecz realnie niewypolerowany. Richard Linklater, który czekał ponad dekadę z realizacją tego projektu, by Hawke „wystarczająco się zestarzał” (słowa reżysera, nie moje), dał mu pole do prawdziwej aktorskiej szarży. To co najmniej jedna z najlepszych, o ile nie najlepsza w karierze rola Ethana Hawke’a – osobiście bardzo żałuję, że nie ma raczej szans na większy triumf w trwającym sezonie nagrodowym. (O nagradzanej roli Timothéego Chalameta w Wielkim Martym przeczytacie tutaj.)
Świetnie w swoich rolach wypadają także Andrew Scott i Margaret Qualley. Choć mają znacznie mniej ekranowego czasu niż Hawke, oboje całkowicie go wykorzystują i tworzą ciekawe postaci w iskrzących dialogach z Hartem.
„Without a dream in my heart, without a love on my own…”
Blue Moon to obraz niezwykle klimatyczny, wybitnie zagrany i fascynująco napisany. Nie trzeba być wielbicielem amerykańskiego musicalu, by docenić ten seans, choć zainteresowani wychwycą kilka smaczków – np. fakt, że chłopiec przedstawiony jako protegowany Hammersteina to sam Stephen Sondheim. Linklater przedstawia ułamek historii Broadwayu nisko osadzonymi oczami Lorenza Harta, przywracając pamięć zapomnianemu tekściarzowi. Choć dla niektórych widzów ta „przegadana” forma może wydać się męcząca, to dialogi są cięte, błyskotliwe i angażujące. Według mnie to jeden z najciekawszych obrazów zeszłego roku, który przez brak dystrybucji kinowej przeszedł w Polsce bez echa. Zdecydowanie polecam, nadrabiając tytuły wspominane na kolejnych galach, zasiąść również w nowojorskim barze i wysłuchać zwierzeń Lorenza Harta.
Blue Moon (2025, reż. Richard Linklater) dostępny jest w serwisach VOD.
Rocznik '05. Studentka Wiedzy o Filmie i Kulturze Audiowizualnej. Uwielbia kino – różnorakie, w dużej ilości, lepszej i gorszej jakości. Równie wysoko ceni sobie muzykę i literaturę, a czasem zdarza się jej pisać o którymś z tych trzech. Entuzjastka koncertów, podróży, dobrej herbaty, kolekcjonowania plakatów i płyt, kultury Szkocji i „Kulawych Koni”.

