Tani transport nie dla Koszwał
3 min read
fot. William Kroft
Ponad 4 tysiące złotych wynosi roczny koszt biletów autobusowych dla uczniów gdańskich szkół zamieszkujących żuławskie Koszwały. Część z nich pozbawiona wyboru, codziennie rano przechodzi 2 kilometry by dotrzeć do najbliższego przystanku. Czy tani transport to jedynie przywilej metropolii?
„Podróż trwa dalej, jakby w locie, Cieszymy oczy, Ostatnim Groszem. Przed nami zaraz, gdy miniemy wały, wkrótce ujrzymy urocze Koszwały.”
Tak studenci przedwojennej Politechniki Gdańskiej wspominali podróże wąskotorówką przez żuławskie miejscowości, dziś złączone w jedne Koszwały. Kolejka wąskotorowa mimo swoich wad zapewniała mieszkańcom dojazd do miasta. W 1974 roku została jednak zlikwidowana, a tory trafiły na złom. Władze komunistyczne zapewniły alternatywę w postaci autobusów PKS, jednak po transformacji ustrojowej ograniczono liczbę połączeń, a mieszkańcy osad, jak sąsiadujący wtedy z Koszwałami Ostatni Grosz zostali pozostawieni sami sobie.
Bieda nie tylko w nazwie
Ostatni Grosz według lokalnej legendy wziął się od karczmy, w której przepijano do cna swoje oszczędności. Być może to z tego powodu dojeżdża tam wyłącznie autobus szkolny dla uczniów szkoły podstawowej w Wocławach. Fortunne i niefortunne zarazem położenie osady sprawia, że mieszkańcy mają do wyboru dwie opcje komunikacji zbiorowej. Jedną jest przystanek w głównych Koszwałach znajdujący się trzy kilometry dalej. Drugą jest przystanek gdańskiej komunikacji miejskiej w Bogatce, w odległości jedynie dwóch kilometrów, które albo pokonuje się zarośniętym, lub na inny sposób zaniedbanym chodnikiem, albo poboczem drogi na której ograniczenia prędkości są jedynie delikatną sugestią.
Nierówności biletowe
Zaletą komunikacji miejskiej jest niższa cena od biletów na autobusy PKS, które w wersji ulgowej dla uczniów kosztują więcej niż normalne bilety ZTM, tzn. około 5,7 zł vs 4,80 zł. Według cennika PKS-Gryf, hipotetyczny uczeń w ciągu roku szkolnego 2025/26 na dojazdy do Gdańska „Gryfem” wydałby 3760 zł kupując pojedyncze bilety, 3430 zł kupując bilety miesięczne. Mając możliwość dojazdu autobusami ZTM, musiałby na bilety miesięczne wydać jedynie 700 zł, a kupując bilety semestralne wydałby 666 zł [DR2] według cennika ze strony ZTMu. Należy pamiętać, że uczniowie uczęszczający do szkół poza ścisłym centrum Gdańska i tak muszą kupować bilety na komunikację miejską, co w najlepszym wypadku oznacza pełny roczny koszt dojazdu min. 4096 zł. Dla wielu licealistów i uczniów techników czy zawodówek to wystarczający powód by nie korzystać z „konkurencyjnych” usług „Gryfa”. Wybierają więc dalszy, ale bardziej opłacalny przystanek w Bogatce.
Płonne nadzieje?
W 2024 roku po 22 latach przestał urzędować wójt gminy Janusz Goliński, jego następca Dawid Pietrucha użył walki z wykluczeniem komunikacyjnym jako jednego ze swoich głównych postulatów.
„Będę zabiegał o to, aby jeden z przystanków. znalazł się właśnie u nas. Chciałbym, aby mieszkańcy mogli wsiąść do pociągu i bez samochodu pojechać do Gdańska albo w stronę Z Żuław. To realna potrzeba naszych mieszkańców zaznacza. Poza tym metropolia powinna rozwijać się równomiernie, a nie tylko w stronę Kaszub. Myślę, że nie jestem jedynym samorządowcem, który tak zapatruje się na rozwój metropolii.” – komentował Pietrucha w sierpniu 2025 roku (źródło: strona internetowa gminy Cedry Wielkie)
Niestety, pomimo ponad roku sprawowania przez Pietruchę urzędu dojazd do Gdańska nie uległ zmianie, ceny biletów wzrastają, a mieszkańcom jako jedyna alternatywa pozostają samochody osobowe, które coraz bardziej blokują trójmiejskie ulice i parkingi. Na gigantyczną inwestycje jaką jest budowa kolei trzeba czekać latami, a zmiana przewoźników, umowa z ZTM, budowa przystanków autobusowych powinny być jednym z priorytetów władz gminy od lat. Wstyd przyznać, że komunikacja zbiorowa na terenie Cedrów Wielkich miała się lepiej w latach sześćdziesiątych niż dzisiaj.
