07/01/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Spiski o kosmitach czy poszukiwanie głębszego sensu? O „Bugonii” Yorgosa Lanthimosa

4 min odczytu
bugonia opiniowtorek

Autor grafiki: Eden Król / Plakat: materiały prasowe

Od 7 listopada mamy przyjemność oglądać na wielkim ekranie kolejne dzieło Yorgosa Lanthimosa – Bugonię. Czym tym razem zaskoczy nas ten znany ze swoich niekonwencjonalnych historii reżyser?

Bugonia przedstawia historię dwójki outsiderów, których obsesje popychają do podjęcia radykalnych czynów. Teddy (Jesse Plemons) i jego kuzyn Don (Aidan Delbis) są przekonani, że pieczę nad Ziemią sprawują nadludzkie siły, będące źródłem wszelkiego cierpienia. Aby je powstrzymać, mężczyźni porywają Michelle Fuller (Emmę Stone), liderkę jednej z największych korporacji w Stanach Zjednoczonych, wierząc, że jest ona jedną z kosmitek odpowiedzialnych za postępujący upadek ludzkości.

Narracja

Film celowo łączy różne konwencje – od thrillera, przez czarną komedię, po dramat psychologiczny – budując opowieść, w której napięcie wynika nie tylko z kolejnych zwrotów akcji, lecz także z ogólnej atmosfery, tworzonej za pomocą języka filmu.

Dodatkowo przez cały seans towarzyszy nam pytanie, na ile to, co obserwujemy, jest desperackim aktem buntu Teddiego i Dona, a na ile za ich poczynaniami kryje się prawda. Bugonia prowadzi widza przez serię eskalujących wydarzeń, w których logika spisku zaczyna porządkować świat bohaterów, jednocześnie coraz wyraźniej odsłaniając pęknięcia w ich rozumowaniu. Taka konstrukcja fabularna – powoli wprowadzająca nowe fakty do historii – stale ją uzupełnia i z każdą minutą tworzy coraz spójniejszą całość. Jednocześnie jednak zmusza do ciągłej reinterpretacji świata przedstawionego oraz sprawia, że film nie oferuje prostych odpowiedzi.

Postacie i aktorstwo

Bohaterowie Bugonii to postacie dziwne, niejednoznaczne i doskonale wpisujące się w estetykę Lanthimosa. Są ekscentryczni, społecznie nieporadni, funkcjonują według własnej, wewnętrznej logiki. Wybitne aktorstwo sprawia jednak, że te pozornie odpychające postacie stają się fascynujące.

Aktorzy balansują na granicy groteski i realizmu, a swoją grę opierają na subtelnościach. Rzadko widzimy u nich wybuchy emocji. Napięcie budowane jest raczej poprzez drobne gesty, takie jak zbyt długie spojrzenie, nerwowy tik czy mechaniczny uśmiech pojawiający się w nieodpowiednich momentach. Właśnie w tych detalach kryje się psychologiczna głębia postaci. Widz stopniowo dostrzega pęknięcia w ich pozornym opanowaniu, co sprawia, że każda scena niesie w sobie potencjalne zagrożenie.

Szczególnie dobrze wypada na ekranie chemia między bohaterami. Ich relacje są jednocześnie intymne, ale i niepokojące. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na dialogi, a w szczególności sposób wypowiadania się postaci. Teddy i Michelle posługują się bardzo elokwentnym językiem, który w połączeniu z niedorzecznym tematem kosmicznego spisku potęguje absurd sytuacji.

Relacje między postaciami opierają się na odrealnionych przekonaniach i niedopowiedzeniach, a ich interakcje stopniowo budują suspens. Jednocześnie widz, słuchając tych dziwacznych rozmów, zostaje wrzucony w rzeczywistość, która z pozoru wygląda realistycznie, jednak wraz z biegiem wydarzeń odczuwamy wobec niej coraz większy niepokój i brak zaufania. Każda scena zdaje się prowadzić do czegoś nieuniknionego, a jednocześnie zupełnie nieprzewidywalnego. Gdy pojawiają się kolejne zwroty akcji, nie są one jedynie szokujące, lecz zmuszają do reinterpretacji wcześniejszych wydarzeń i motywacji bohaterów. W tym wszystkim to właśnie sposób kreacji bohaterów i aktorstwo są jednymi z najistotniejszych narzędzi w budowaniu napięcia.

Język filmu

Od strony formalnej Bugonia to dzieło niezwykle konsekwentne. Połączenie obrazu, dźwięku i rytmu narracji tworzy gęstą atmosferę, która nie opuszcza widza nawet w pozornie humorystycznych momentach. W moim odczuciu dźwięk odgrywa tu kluczową rolę. Muzyka pojawia się zawsze „w punkt” – intensyfikuje napięcie, ale równie często kontrastuje z absurdalnymi sytuacjami, wzmacniając czarnokomediowy charakter filmu. W takich momentach wyraźnie można odczuć inspirację klasycznymi filmami grozy – w kluczowych scenach dźwięk operuje niskimi tonami i powtarzalnymi motywami.

Na uwagę zasługuje także ciepła, momentami brudna, ale nadal poniekąd malownicza kolorystyka, nietypowa dla historii o obsesji i zagrożeniu. Ten zabieg działa przewrotnie – zamiast łagodzić przekaz, potęguje jego niepokój.

Praca kamery jest kolejnym istotnym elementem Bugonii. Lanthimos i jego operator chętnie sięgają po szerokokątny obiektyw, który deformuje przestrzeń i twarze bohaterów, dodając dziwności. Szczególnie wyraziste są ujęcia, w których kamera podąża za postaciami lub obiektami, jakby była osobnym bytem. Film płynnie przechodzi od kadrów ogólnych do niemal klaustrofobicznych wnętrz, w których bohaterowie zdają się uwięzieni nie tylko fizycznie, ale i mentalnie.

Komentarz społeczny

Pod warstwą groteski i czarnego humoru kryje się jednak ostry komentarz społeczny, przedstawiony w fabule dość wymownie, ale nie banalnie. Film mówi o lęku, braku zaufania i potrzebie znalezienia odpowiedzi w świecie, który stał się zbyt skomplikowany. Lanthimos obnaża mechanizmy myślenia spiskowego jako reakcji na nierówności klasowe, korporacyjną arogancję i poczucie utraty kontroli nad własnym życiem. Tym samym sugeruje, jak łatwo granica między racjonalnością a obłędem zaciera się w rzeczywistości pełnej sprzecznych narracji.

Dodatkowo istotną rolę gra widoczny wątek elitarności jako źródła społecznych napięć. W końcu Teddy i Don biorą Michelle za kosmitkę przez jej idealność i uprzywilejowaną pozycję. Innymi słowy, to sposób życia kobiety, oderwany od rzeczywistości przeciętnego człowieka, sprawia, że bohaterka objawia się porywaczom jako istota z innej planety.

W efekcie film jest nie tylko formalnie dopracowanym dziełem, ale także przenikliwą, momentami bolesną refleksją nad współczesnością. To kino, które nie daje prostych odpowiedzi, i między innymi dzięki temu na długo nie pozwala o sobie zapomnieć.