Barça pokonuje Newcastle United i awansuje do ćwierćfinału Ligi Mistrzów
3 min przeczytania
fot. Pixabay / autor: jorono
FC Barcelona w olśniewającym stylu awansowała do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, eliminując Newcastle United. Pomimo niezwykle wyrównanego pierwszego meczu, rewanż na Camp Nou przerodził się w prawdziwy pokaz ofensywnej siły „Dumy Katalonii”.
Dotychczasową formę Barcelony można określić jako całkiem dobrą. Podopieczni Hansiego Flicka spisują się świetnie zarówno na krajowym podwórku, gdzie zajmują 1. miejsce w lidze, jak i w Lidze Mistrzów. W fazie ligowej odnieśli pięć zwycięstw, pokonując m.in. Newcastle United 2:1. Zdarzyły im się również dwie wpadki: bolesna wysoka porażka z Chelsea 0:3 oraz przegrana 1:2 z PSG. Co ciekawe, obie te ekipy – Chelsea i PSG – spotkały się w innej parze 1/8 finału, a górą okazali się paryżanie.
Stosunkowo dobra forma Barcelony dała jej ostatecznie 5. lokatę w tabeli i zapewniła bezpośredni awans do fazy pucharowej tegorocznej edycji Ligi Mistrzów.
Droga Newcastle United do 1/8 finału była znacznie bardziej wyboista niż droga Barcelony. Angielski zespół wygrał cztery spotkania, dwa zremisował i dwa przegrał. Taka forma zapewniła mu 12. pozycję w tabeli Ligi Mistrzów i oznaczała konieczność rozegrania barażu o awans do 1/8 finału.
Na szczęście dla „Srok” trafił im się rywal stosunkowo łatwy – azerski Qarabag. Newcastle nie miało z nim większych problemów, najpierw ogrywając przeciwnika na wyjeździe aż 6:1, a następnie zwyciężając także u siebie 3:2. Ten dwumecz otworzył im drzwi do kolejnej fazy Ligi Mistrzów, gdzie czekała już Barça.
Wyrównane starcie
Pierwszy mecz, rozgrywany w Anglii, był niezwykle wyrównany. Obie strony starały się konstruować kolejne akcje, jednak żaden z napastników nie mógł znaleźć drogi do siatki. Pierwsza bramka padła dopiero pod koniec spotkania. W 86. minucie, po fantastycznym dośrodkowaniu z prawej strony boiska, Harvey Barnes skierował piłkę do siatki, wyprowadzając „Sroki” na prowadzenie. Wydawało się, że takim skromnym zwycięstwem zakończy się pierwszy mecz.
Rzeczywistość okazała się jednak inna. W ostatniej akcji spotkania, już po upływie doliczonego czasu gry, Dani Olmo został sfaulowany w polu karnym gospodarzy. Do jedenastki podszedł Lamine Yamal i nie zmarnował okazji, pewnie umieszczając piłkę w bramce Newcastle. Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 1:1.
Barça na swoim terenie
W rewanżowym starciu wszyscy spodziewali się kolejnej odsłony wyrównanego boju rozpoczętego w Anglii. I taki mecz właśnie dostaliśmy – przynajmniej w pierwszej połowie.
Pierwsza bramka, w przeciwieństwie do poprzedniego spotkania, padła bardzo szybko. Raphinha po efektownej kontrze precyzyjnym strzałem w dolny róg bramki wyprowadził swój zespół na prowadzenie już w 6. minucie. „Sroki” odpowiedziały jednak błyskawicznie – w 15. minucie doprowadziły do wyrównania po szybkiej, składnej akcji.
Z remisu goście nie cieszyli się długo. Zaledwie trzy minuty później ponownie musieli gonić wynik po trafieniu Marca Bernala. Po kolejnych dziesięciu minutach, w 28. minucie, na tablicy wyników znów widniał remis 2:2 – Anthony Elanga, autor pierwszego gola dla Newcastle, po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Jeszcze przed przerwą Barcelona po raz trzeci objęła prowadzenie. W siódmej minucie doliczonego czasu gry rzut karny, podobnie jak w pierwszym meczu, pewnie wykorzystał Lamine Yamal.
Po przerwie Barça zaczęła całkowicie dominować gości. Podopieczni Hansiego Flicka regularnie zagrażali bramce „Srok”. Najpierw w 51. minucie dwubramkowe prowadzenie podwyższył Fermín López, a pięć minut później Robert Lewandowski zdobył gola głową po rzucie rożnym. Rozpędzona „Duma Katalonii” nie zamierzała się zatrzymywać. Niedługo później Lewandowski dołożył drugie trafienie, wykorzystując szybki atak. Kropkę nad „i” postawił Raphinha, który w 78. minucie ustalił wynik spotkania, a zarazem całego dwumeczu, na 8:3.
Po fantastycznym pokazie siły na Camp Nou Barça z przytupem zameldowała się w ćwierćfinale tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Z taką grą, jaką zaprezentowała drużyna Hansiego Flicka, Barcelona z pewnością mierzy wysoko – być może nawet na sam szczyt.
