13/04/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Remontada w Lizbonie. Sporting eliminuje Bodø/Glimt w pięknym stylu

4 min przeczytania
boisko piłka nożna mecz

fot. Pixabay / autor: FrodeCJ

Sporting Lizbona dokonał jednego z największych powrotów w całej historii Ligi Mistrzów! Choć można było zakładać, że Portugalczycy nie podniosą się po porażce 0:3 z Bodø/Glimt w pierwszym spotkaniu, w rewanżu u siebie odnieśli fenomenalne zwycięstwo. Tym samym zapewnili sobie grę w ćwierćfinale tegorocznej edycji Ligi Mistrzów.

Gdy podczas losowania par 1/8 finału Ligi Mistrzów stało się jasne, że Sporting Lizbona zmierzy się z Bodø/Glimt, mogliśmy już wtedy spodziewać się ogromnego widowiska. Mogliśmy spodziewać się starcia równego z równym, gdzie każdy zawodnik odda wszystko, by to właśnie jego drużyna awansowała dalej. Mogliśmy spodziewać się naprawdę wielu rzeczy, ale tego, co pokazały nam ekipy z Norwegii i Portugalii nie spodziewał się chyba kompletnie nikt!

Długa droga do 1/8 finału

Sporting Lizbona od początku tegorocznej edycji Ligi Mistrzów sprawował się niezwykle dobrze. W ciągu ośmiu spotkań w fazie grupowej aż pięciokrotnie schodzili z boiska jako zwycięzcy. Na swojej drodze pokonali takie europejskie zespoły jak choćby Athletic Bilbao, Olympique Marsylia czy PSG, triumfatora zeszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Przegrali jedynie dwa razy – z Bayernem i Napoli. Taka forma zapewniła Portugalczykom 7. miejsce w tabeli i bezpośredni awans do fazy pucharowej.

Ścieżka norweskiego Bodø/Glimt do 1/8 finału była zgoła inna. Zacznijmy może od tego, że norweski zespół po raz pierwszy w historii grał w Lidze Mistrzów. Już na początku ekipa Kjetila Knutsena zapowiadała się na kolejną słabszą drużynę ze słabszej europejskiej ligi, która szybko odpadnie. Kto mógł przypuszczać, że staną się rewelacją i największą niespodzianką tego sezonu?

Pierwsze spotkania szły zgodnie z oczekiwaniami kibiców – zespół z Bodø przegrywał kolejne mecze z o wiele wyżej klasyfikowanymi klubami jak AS Monaco, Juventus czy tureckie Galatasaray. Prawdziwy szok nadszedł w dwóch ostatnich meczach fazy grupowej. Skazywany na porażkę Bodø/Glimt niespodziewanie pokonał Manchester City 3:1, a później Atletico Madryt 2:1. Te dwa zwycięstwa z ich najtrudniejszymi rywalami dały Norwegom 23. miejsce w tabeli. Nie dawało im to jeszcze awansu do 1/8 finału, ale dało na to szansę – musieli w dwumeczu pokonać osławiony Inter Mediolan. Wygrali u siebie 3:1, a następnie 2:1 na włoskim San Siro.

Przystępując więc do dwumeczu ze Sportingiem, Bodø/Glimt uważane już było za czarnego konia tej edycji Ligi Mistrzów. Pierwszy mecz z Portugalczykami tylko utwierdził kibiców w tym przekonaniu.

Cud w Bodø

Starcie na Aspmyra Stadion w Bodø już od początku było wyrównane. Po poprzednich wyczynach Norwegów to już nie zaskakiwało, choć ta świetna forma Bodø/Glimt zszokowała ich rywali. Pierwszy cios, wyprowadzający gospodarzy na prowadzenie, padł w 32. minucie, po bezbłędnym wykonaniu rzutu karnego przez Norwega Sondre Brundstada Feta. Tuż przed przerwą gospodarze, po koronkowej akcji i strzale z najbliższej odległości, wyszli już na dwubramkowe prowadzenie, za sprawą trafienia Blomberga. Kropkę nad „i” tego wieczoru postawił Kasper Høgh w 71. minucie, ustanawiając ostateczny wynik pierwszego starcia ze Sportingiem na 3:0.

Powrót z zaświatów

Przed pierwszym gwizdkiem rewanżowego meczu w Lizbonie prawdopodobnie jedynie najwierniejsi fani Sportingu wierzyli w szanse na awans i odwrócenie katastrofy sprzed tygodnia. Obraz tego meczu był jednak już od początku kompletnie inny niż pierwsze spotkanie. Portugalczycy całkowicie zdominowali gości w każdym aspekcie gry, tworząc dogodne okazje już od pierwszej minuty. Wynik otworzył w 34. minucie Goncalo Inacio strzałem z główki po rzucie rożnym. Drugi gol dla Sportingu padł w 61. minucie, po fenomenalnej kontrze Luisa Suareza, który asystował ostatecznie przy bramce Pedro Goncalvesa. Sam Suarez wpisał się na listę strzelców zaledwie 17 minut później, pewnie wykorzystując rzut karny, i ustanawiając wynik dwumeczu na 3:3. To oznaczało dogrywkę.

Sporting ruszył już na początku dogrywki, wspierani przez wiernych kibiców. I to przyniosło efekt – zaledwie w drugiej minucie Maxi Araujo po błyskawicznej akcji wyprowadził Sporting na prowadzenie. Ostatecznie, pomimo prób i walki Bodø/Glimt o wyrównanie, nie udało się posłać im piłki do bramki gospodarzy. Sporting z kolei już na sam koniec, w 121. minucie, ostatecznie dobił swoich rywali, strzelając piątego gola. Ostateczny wynik – 5:3 dla klubu z Lizbony.

Choć tym samym zakończyła się historyczna i absolutnie wyjątkowa przygoda Bodø/Glimt, trzeba powiedzieć jasno: zaszli dalej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Jednak obiektywnie patrząc, Sporting w pełni zasłużył na zwycięstwo i prawo gry w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.