12/02/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Nauczyciel, który rozdaje uśmiech

8 min read

źródło: unsplash.com

Dzień rozpoczął się jak każdy inny. Świeżo upieczony nauczyciel, pełen energii i pasji do swojej pracy, przychodzi do Szkoły Podstawowej nr 53 w Szczecinie, aby spotkać się z uczniami. Jeszcze nie wie, że tego dnia zostanie mu wręczona pierwsza z wielu nagród.

Najbardziej Lubiany Nauczyciel

Jacek Janiak od zawsze traktował każdego tak samo – nieważne, czy był to uczeń szkoły podstawowej, koleżanka z pracy czy osoba w kryzysie bezdomności, którą codziennie mijał w drodze do pracy. Z każdym rozmawia tak samo i o tym samym; nie istnieją dla niego tematy tabu – zbyt poważne lub zbyt trywialne. W swojej pracy ma dużą dowolność, więc z uczniami szkoły podstawowej konwersuje o miłości czy narkotykach, omawia też kontrowersyjne dla wielu książki, jak np. „My, dzieci z Dworca ZOO”.

Na zajęciach pracy techniki uczy ich także umiejętności praktycznych – jak zrobić sałatkę czy zacerować skarpetę. Do szkoły często przychodzi sporo przed wybrzmieniem pierwszego dzwonka – kocha swoją pracę, podopiecznych oraz to, że może ich nie tylko uczyć, ale też im pomagać. Gdy więc przychodzi dzień wyboru Najbardziej Lubianego Nauczyciela w szkole, wybór uczniów jest oczywisty. To moment, który zostanie w jego głowie i sercu aż do dziś – to wtedy bowiem orientuje się, że jest osobą, z którą dzieci i młodzież chcą rozmawiać.

Praca w szkole i uczniowie są dla niego siłą napędową, która inspiruje go i pcha do dalszych działań. Rozpoczyna więc działalność, w której skupia się na młodych osobach potrzebujących, którymi nie interesuje się nikt inny. Znajduje ośrodek dla dzieci kalekich w gminie Police, pod Szczecinem. Podopieczni ośrodka bardzo potrzebują basenu rehabilitacyjnego, dlatego przy okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia postanawia zorganizować zbiórkę pieniędzy. Po tej akcji nadchodzi kolejna i kolejna, a wszystko robi z pomocą swoich podopiecznych ze szkoły podstawowej w Szczecinie.

Wiara czyni cuda

Pewnego dnia, po bardzo udanej imprezie mikołajkowej, zwieńczonej przylotem Mikołaja helikopterem, Jacek siada z grupą młodych ludzi i – jak zwykle – rozmawiają. Z ust uczennic i uczniów padają wówczas słowa: „Panie Jacku, a czemu nie zrobimy imprezy z prawdziwego zdarzenia z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka? Takiej, w której uczestnikami będą dzieci z jakiegoś zakątka świata?”. Był to grudzień 1988 roku – niedługo przed tą rozmową doszło do ogromnej tragedii: Armenię dotknęło trzęsienie ziemi. Pada więc hasło: „Panie Jacku, zaprośmy dzieci z Armenii do nas, do Polski”. Namowy nie trwały długo – jest porywczym, zwariowanym na punkcie pomagania entuzjastą, więc niemal od razu pisze listy – do kogo tylko się da.

W Polsce i Armenii w tamtym czasie nie ma wiele – dzieci nie znają smaku Coca-Coli ani bajek o Psie Pluto i Myszce Mickey. Ku własnemu zdziwieniu otrzymuje jednak odpowiedzi zwrotne. Odzywa się firma Matchbox, produkująca popularne resoraki, a Walt Disney informuje, że ponieważ Europa Wschodnia nie ma podpisanych umów na promowanie symboli jego legendarnych bajek, nie może niestety wesprzeć przedsięwzięcia. Mimo że odpowiedzi są negatywne, daje mu to ogromny zastrzyk motywacji – nabiera rozmachu, bo czuje, że wiara czyni cuda.

Niedługo później listonosz przynosi telegram – sto dzieci z Armenii przyjeżdża do Szczecina. To prawdopodobnie pierwsza taka akcja zorganizowana nie przez Czerwony Krzyż lub inną dużą organizację, lecz przez zwykłą szkołę podstawową. Dzieci pokonują długą drogę – z Armenii jadą przez Moskwę do Warszawy, a dopiero potem do Szczecina. Na miejscu polscy uczniowie goszczą je w swoich domach, które Jacek często odwiedza i – jak ma w zwyczaju – rozmawia. Goście opowiadają o życiu w Armenii i o trzęsieniu ziemi. Niektóre historie są tak traumatyczne, że do dziś trudno mu o nich mówić.

Z każdym dniem coraz bardziej rozwija się w nim pasja i miłość do pomagania – staje się to integralną częścią jego życia i osobowości. Czuje, że bycie nauczycielem i organizatorem akcji charytatywnych to jego misja i powołanie skrojone na miarę. Po siedmiu latach spędzonych w szkole oddaje się całkowicie pracy charytatywnej i w przełomowym 1989 roku oficjalnie rozpoczyna swoją działalność. Niezmiennie skupia się na dzieciach potrzebujących, a pomijanych – takich, do których nigdy nie zapukałby Święty Mikołaj. Współpracuje ze szpitalami, instytucjami oraz wieloma ośrodkami, np. dla osób z niepełnosprawnościami.

Dzieci mówią „dziękujemy”

Mijają lata pełne pracy, oddania i radości z niesienia pomocy. Nadchodzi rok 2013 – Jacek otrzymuje kolejną i najważniejszą materialną nagrodę w swoim życiu – Order Uśmiechu. To międzynarodowe odznaczenie, przyznawane od 1969 roku przez dzieci za działania przynoszące im radość. Dzięki nagrodzie młodzi ludzie z całego świata mogą uhonorować i podziękować tym, którzy działają na ich rzecz.

Historia Orderu sięga czasów, gdy w telewizji emitowana była czarno-biała dobranocka „Jacek i Agatka” autorstwa pisarki dziecięcej Wandy Chotomskiej. Pewnego dnia autorka złożyła wizytę w szpitalu rehabilitacyjnym w Konstancinie, gdzie jeden z chłopców wpadł na pomysł nadania Jackowi medalu lub orderu. Historia utkwiła jej w pamięci i postanowiła podzielić się nią z dziennikarzami „Kuriera Polskiego” podczas wywiadu z okazji pięciolecia dobranocki. Pomysł na odznaczenie stał się rzeczywistością – bo któż lepiej oceni dobro serca dorosłych niż dzieci? Obecnie na całym świecie jest ponad tysiąc kawalerów Orderu Uśmiechu – to nagroda, którą szczycić może się zaledwie garstka ludzi. Dla Jacka nie ma nic piękniejszego i ważniejszego niż uznanie dzieci; nic, co bardziej go motywuje i utwierdza w przekonaniu, że jego praca ma realny wpływ na otoczenie.

Po otrzymaniu Orderu Uśmiechu nie spoczywa na laurach – organizuje festyny, bożonarodzeniowe spotkania ze Świętym Mikołajem, spotkania wielkanocne, zbiórki pieniędzy, a także inicjuje cykl imprez edukacyjnych „Eko Przedszkolak”, w ramach którego wraz z najmłodszymi odbudowuje szczecińską faunę jeziora Głębokiego oraz uczy ich, jak żyć ekologicznie. Przez 18 lat pełni również funkcję dyrektora Domu Kultury „Słowianin” w Szczecinie i przyczynia się do jego całkowitej przemiany i odrodzenia.

Gdy wybucha wojna w Ukrainie, niezwłocznie staje na wysokości zadania – całymi dniami czeka na Dworcu Głównym w Szczecinie i przyjmuje rodziny, otaczając szczególną opieką dzieci. Daje im jedzenie, słodycze i robi wszystko, aby w obliczu tragedii czuły się jak najlepiej. Nie jest sam – ma wielu sprzymierzeńców, tak samo zakręconych na punkcie pomagania innym.

Dopóki starczy sił

W pracy z dziećmi najbardziej lubi uczucie przydatności. Nigdy nie stawia barier dorosły–dziecko, nie wywyższa się i nie narzuca swojego sposobu myślenia – wręcz przeciwnie, słucha młodych. Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie każdy ma takie podejście jak on, dlatego stara się być mostem między dziećmi a dorosłymi – to on może wykonać telefon do prezesa lub zorganizować spotkanie z dyrektorem firmy, oczywiście w imieniu dzieci.

Dobroć i chęć do działania płynące z dziecięcych serc są jego siłą napędową. Najbardziej liczy się dla niego szczęście innych – szczególnie wspomina małego Piotrusia, który chorował na nowotwór obu oczu. Postanawia więc zorganizować dla chłopca zbiórkę pieniędzy, w którą angażują się nawet piłkarze Realu Madryt oraz wielu innych sportowców i osobowości światowej rangi. Po udanej zbiórce nadchodzi czas operacji, po której Jacek otrzymuje telefon, którego nie zapomni do końca życia: „Panie Jacku, tu Piotruś. Czy mogę Pana zabrać na lody? Chciałem powiedzieć, że ja już widzę”. Jak wspomina, większej i lepszej nagrody nie mógłby się nigdy spodziewać.

Oprócz pracy z dziećmi wspiera także osoby w kryzysie bezdomności. Współorganizuje spotkania świąteczne dwa razy w roku – na Wielkanoc oraz Boże Narodzenie. Niezmiennie rozmawia, wysłuchuje historii i stara się pomóc jak największej liczbie osób. Nigdy nie przechodzi obojętnie obok ludzkiej krzywdy.

Dziś ma 67 lat i nie zamierza kończyć swojej działalności. Gdy tylko pozwoli na to sytuacja polityczna, chce wyjechać do Ukrainy i pomóc w budowie przedszkola lub szkoły. Stale rozwija program „Eko Przedszkolak”, organizuje spotkania świąteczne i pomaga wszystkim, którzy tego potrzebują. Większość swojego życia poświęcił pomocy innym, szczególnie dzieciom, i planuje robić to tak długo, jak będzie mógł.

 

Tekst autorstwa Zuzanny Golby