Vamos Cotillo! Na peryferiach hiszpańskiego futbolu
4 min przeczytania
Fot. Marek Suchwałko
Futbol to nie tylko Liga Mistrzów, La Liga, czy Premier League. W piłkę nożną gra się wszędzie i na różnych poziomach zaawansowania, niezależnie od okoliczności ten sport budzi te same emocje. Dowodem na to jest mecz El Cotillo z Valkyrias Becerril w szóstej lidze hiszpańskiej.
Piłka nożna to najbardziej popularny sport na świecie. W samej Hiszpanii jest zarejestrowanych ponad milion zawodników. Natomiast tylko niewielki procent z nich może się nazywać zawodowymi piłkarzami. Zdecydowana większość to piłkarze-amatorzy. W Hiszpanii w pełni profesjonalne są dwie najwyższe ligi. Primera Division i Segunda Division. Dziś czas na opowieść o meczu ze zdecydowanie niższego poziomu rozgrywkowego.
Garść informacji o Cotillo
Cotillo to niewielka dzielnica zamieszkana przez około 1700 osób. Znajduje się w gminie La Oliva, na północy drugiej największej spośród Wysp Kanaryjskich – Fuerteventury . W tej małej dzielnicy istnieje klub o identycznej nazwie – CD El Cotillo. Został on założony w 1995 roku z inicjatywy lokalnych mieszkańców i rybaków. Warto zaznaczyć, że ten zespół znajduje się obecnie na szóstym poziomie rozgrywkowym, gdzie występuje łącznie 39 drużyn, które są rozdzielone na dwie grupy.
Stadion Miejski w Cotillo nie należy do największych – posiada około 300 miejsc siedzących. Mimo tego da się tu poczuć prawdziwego ducha futbolu. Obok boiska znajduje się skromny sklepik klubowy, w którym fani mogą zaopatrzyć się w gadżety z wizerunkiem klubowego herbu: koszulki, czapki czy kubki. Na terenie stadionu jest również ulokowany tradycyjny, niewielki punkt gastronomiczny.
24 stycznia zespół „Celestes” mierzył się na własnym stadionie z CD Valkyrias Becerril. Bilet na mecz kosztował 5 euro, natomiast osoby poniżej 18. roku życia mogły wejść za darmo. Co oczywiste – w obu zespołach próżno szukać znanych nazwisk, czy zawodników mających w CV akademie czołowych zespołów z Półwyspu Iberyjskiego. Było to bardziej połączenie młodych chłopaków z doświadczonymi zawodnikami, weteranami boisk w regionalnych ligach.
Nietypowe stroje i kuriozalne trafienia

Już od pierwszego gwizdka sędziego dało się wyczuć wielkie emocje zarówno na płycie boiska, jak i na trybunach. Zawodnicy nie zamierzali odpuszczać walki o piłkę, a kibice głośno dopingowali swoich ulubieńców. Co chwilę można było usłyszeć „Vamos Cotillo!”. Na trybunach zgromadziło się około 200 osób, w różnym wieku, młodsi i starsi. Wszystkich łączyło jedno – ogromna pasja do futbolu.
Nie zabrakło również zabawnych akcentów. W czasie spotkania temperatura wynosiła około 20 stopni Celsjusza, jednak po spojrzeniu na boisko można było mieć wrażenie, że niektórzy odczuwają to inaczej. Jeden z obrońców zespołu Valkyrias biegał bowiem w rękawiczkach. Zupełnym przeciwieństwem był natomiast jeden z bocznych arbitrów, który miał założone okulary przeciwsłoneczne. Był to niecodzienny widok.
Większą kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi meczu miał zespół gości. Często stosowali ataki skrzydłami, ale nie potrafili znaleźć drogi do bramki. Ostatecznie w 38. minucie Nestor Torres wykorzystał błąd obrońcy, uprzedził wybiegającego bramkarza i trafił do pustej bramki.

Wszystko wskazywało, że gospodarze zejdą na przerwę z jednobramkową stratą, nic z tych rzeczy! Dwie minuty przed przerwą mocny strzał z okolic 40. metra oddał Saul Cabrera. Wydawało się, że golkiper Valkyrias nie będzie miał najmniejszych problemów z obroną, jednak po złapaniu tej piłki znalazł się za linią bramkową. Arbiter nie miał wyjścia i wskazał na środek boiska – gol uznany! Oba zespoły schodziły więc na przerwę przy wyniku 1:1, co zapowiadało wielkie emocje w drugiej połowie spotkania.
Radość gospodarzy po ostatnim gwizdku
Druga połowa spotkanie nie rozpoczęła się najlepiej dla El Cotillo. W 51. minucie golkiper musiał wyciągać piłkę z siatki. Swoją drugą bramkę w tym spotkaniu zdobył Nestor Torres. ,,Celestes” nie zamierzali się poddawać i ruszyli do odrabiania strat. Od tego momentu wyraźnie stali się stroną dominującą i spędzali sporo czasu na połowie przeciwnika. Ekipa Valkyrias co jakiś czas odpowiadała akcją ofensywną, ale było widać, że nie prezentują się już tak dobrze, jak wcześniej.
Jakość gry wyraźnie spadła, o ile w pierwszej połowie gracze stosowali widowiskowe sztuczki techniczne, to w drugiej połowie gra była bardziej „podwórkowa” nieprzystająca do hiszpańskiego stylu gry. Ekipa Cotillo zaciekle walczyła, aby doprowadzić do wyrównania.
Aż nadszedł doliczony czas gry… Gospodarze wywalczyli rzut rożny, a w pole karne przeciwników udał się nawet golkiper. Po dobrym dośrodkowaniu gracze w niebieskich koszulkach wymienili kilka podań głową w polu karnym. W końcu Aridani Ojeda trafił do bramki z najbliższej odległości i utonął w objęciach kolegów! Cały stadion radował się i wiwatował. To trafienie oznaczało wywalczenie remisu! Gospodarze ruszyli pod trybunę, aby celebrować tę bramkę razem z kibicami. Chwilę później arbiter zakończył mecz, czym niesamowicie ucieszył zgromadzoną publiczność.

Po obejrzeniu tego spotkania na żywo muszę przyznać, że było to niesamowite wydarzenie móc zobaczyć, jak żyją futbolem i reagują na bieżące, meczowe wydarzenia hiszpańscy kibice. Gołym okiem można było zauważyć, że są niezwykle ekspresyjni, a każdą (niekorzystną z perspektywy ich drużyny) decyzję kwitują głośnymi gwizdami. Ten fakt w zasadzie łączy kibiców na całym świecie. Poziom piłkarski nie stał może na niesamowicie wysokim poziomie, należy jednak pamiętać, że był to mecz szóstej ligi hiszpańskiej! To, co z pewnością zrekompensowało umiejętności piłkarskie to atmosfera i emocje, które były naprawdę niezapomniane.

