Debiutancka „Pareidolia” – recenzja albumu
4 min odczytu
Autor grafiki: Eden Król / Okładka albumu: Materiały Prasowe
31 października 2025 roku swoją premierę miał debiutancki album undergroundowego zespołu Pareidolia, zatytułowany zgodnie z nazwą zespołu Pareidolia. To muzyczna produkcja, która w moim odczuciu stanowi żywe i orzeźwiające doświadczenie na tle aktualnej polskiej sceny alternatywnej.
Zespół Pareidolia tworzy pięcioosobowy skład wywodzący się z Łodzi. Młodzi muzycy w bardzo świadomy sposób rozwijają znane już brzmienia, interpretując je we własnym, oryginalnym stylu. Jak sami opisują album Pareidolia: Jest to „zapis roku wspólnego grania i intensywnych poszukiwań własnego muzycznego języka”. I faktycznie, słuchając płyty w całości, bez większego problemu można określić jej estetykę oraz charakter, które pozostają spójne wobec pozostałych utworów.
Utwory
Album Pareidolia oryginalnie zawiera 8 utworów:
- This town
- Tombstone
- Letters
- Home
- Ashes
- Bezsenność bałucka
- 8
- Cross
Warto zaznaczyć fakt, że większość utworów jest napisana w języku angielskim, co dodatkowo podkreśla oryginalność i talent do tworzenia tekstów.
Brzmienie i stylistyka
Pareidolia sprawnie łączy w sobie elementy alternatywnego rocka, shoegaze’u, grunge’u, a miejscami również subtelne brzmienia punkowe. Album umiejętnie balansuje pomiędzy energią a pewnego rodzaju muzyczną narracją, dzięki czemu nie nuży i zachowuje dynamikę. Aranżacje są przemyślane i kreatywne. Słychać to chociażby w utworze Home. Kompozycja od samego początku buduje gęstą, lekko hipnotyzującą atmosferę. Słyszalne są gitarowe efekty przypominające flanger i tremolo, zestawione z oszczędną, subtelną grą perkusji. Z czasem utwór stopniowo się zagęszcza. Dochodzą kolejne warstwy instrumentów, a perkusja zaczyna grać prościej, lecz w sposób bardzo oddany narastającemu napięciu.
Sama jakość produkcji jest na wysokim poziomie. Zdarzają się momenty, w których wokale delikatnie chowają się w miksie, jednak osobiście nie odbierałem tego jako istotną wadę. Tworzy to nawet coś w rodzaju znaku, wyróżniającego cały album. Taki zabieg dobrze współgra z shoegaze’ową estetyką. Cały projekt brzmi ze sobą spójnie. Nie czuć tu żadnych skrajnych odchyleń, a raczej wyraźnie zarysowaną, połączoną sieć estetycznych decyzji.
Najmocniejsze momenty
Jeśli mielibyśmy wskazać wyraźne „hity” albumu, bez wątpienia należy do nich utwór Cross, który obecnie jest najpopularniejszym numerem z płyty. 3 października 2025 r. pojawił się on w formie singla, rozgrzewając nas przed premierą całego albumu. Według danych Spotify osiągnął on już ponad 50 tysięcy odtworzeń. Cross wyróżnia się swoją energią oraz ciekawymi urozmaiceniami aranżacyjnymi. Wokalistka zespołu bardzo dobrze operuje dynamiką w refrenie. Zabawa łamaniem głosu czy wchodzenie na wyższe rejestry skutecznie przyciąga uwagę słuchacza. Również gitarowa solówka w końcowej części utworu działa przekonująco i zostaje w pamięci. Podobnie w moim odczuciu robi piosenka wspomniana wyżej: Home, oraz utwór pt. Tombstone, który w dużym stopniu epatuje sznytem grunge’u lub punku.

Czy można się do czegoś przyczepić?
Gdybym miał wskazać czego trochę brakowało tej płycie, to pewnie byłoby to trochę więcej eksperymentów z formą czy brzmieniem. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że Pareidolia to dla zespołu płyta wręcz definiująca. Pewnego rodzaju określenie się, odpowiedź na pytanie, kim jesteśmy i jak chcemy brzmieć. Wciąż jednak sądzę, że zespół ma jeszcze sporo do pokazania, a kolejne płyty mogą zaprowadzić ich jeszcze dalej, w bardziej odważne, charakterystyczne i melancholijne rejony. Jestem o tym wręcz przekonany i trzymam za to kciuki.
Podsumowanie
Zdecydowanie polecam przesłuchanie albumu Pareidolia zespołu Pareidolia. Siła albumu leży w konsekwencji stylu, wyczuciu nastroju i umiejętności budowania gęstej atmosfery, która stopniowo wciąga słuchacza. Zespół bardzo świadomie operuje estetykami, nie popadając przy tym w bezpośrednie kopiowanie. Album pozostawia po sobie lekki niedosyt, ale jest to raczej niedosyt pozytywny, ponieważ wynikający z poczucia, że zespół dopiero się rozpędza. Osoby odnajdujące się w estetyce zespołów takich jak np. The Cure czy wczesnych dokonaniach Sonic Youth, z dużym prawdopodobieństwem znajdą tu coś dla siebie.
