Wroga architektura – czyli jak projektować obojętność
4 min przeczytania
fot. Freepik.com / autor: fanjianhua
Miasto coraz rzadziej jest przestrzenią dla ludzi. Coraz częściej staje się przestrzenią dla określonych zachowań. Ławki, na których nie da się położyć, brak miejsc do siedzenia, kolce pod mostami – to nie przypadek, lecz świadomy projekt.
Wroga architektura nie tylko usuwa osoby bezdomne z pola widzenia. Zmienia też znaczenie przestrzeni publicznej. Z miejsca, w którym można być, robi przestrzeń przeznaczoną głównie do konsumpcji.
To, co na pierwszy rzut oka wygląda jak neutralne rozwiązania urbanistyczne, w rzeczywistości jest formą cichej selekcji. Przestrzeń zaczyna działać jak filtr. Przepuszcza tych, którzy pasują do roli użytkownika i klienta, a zatrzymuje tych, którzy nie wpisują się w tę logikę.
Problem polega na tym, że ta granica nie dotyczy tylko osób bezdomnych. Coraz częściej obejmuje każdego, kto chce po prostu być – bez celu, bez pośpiechu i bez konieczności wydawania pieniędzy.
Czym jest wroga architektura?

Wroga architektura to sposób projektowania przestrzeni publicznej, który ma wpływać na zachowania ludzi. Ma również ograniczać wandalizm i eliminować zjawiska uznawane za niepożądane. Chodzi na przykład o nocowanie osób bezdomnych, jazdę na deskorolce czy długie przesiadywanie.
Takie rozwiązania są zazwyczaj dyskretne i dobrze wpasowane w otoczenie, dlatego wiele osób ich nie zauważa. Mimo to stanowią realny problem – nie tylko dla wandali czy osób w kryzysie bezdomności, ale także dla zwykłych ludzi. Dla tych, którzy są zmęczeni i chcą po prostu usiąść i odpocząć.
Jak wygląda wykluczająca przestrzeń
Pierwszy kontakt z tym zjawiskiem często jest niemal niewidoczny. Widzimy ławkę, ale nie zastanawiamy się, dlaczego ma metalowe podłokietniki dzielące ją na części. Mijamy pusty plac bez miejsc do siedzenia. Przechodzimy obok zamkniętej toalety publicznej.
Te drobne elementy tworzą większy system. System, który reguluje, kto może przebywać w przestrzeni publicznej i w jaki sposób. To nie jest neutralne projektowanie.
Kogo dotyka to zjawisko

Najczęściej mówi się, że wroga architektura jest wymierzona w osoby bezdomne – i rzeczywiście to one odczuwają jej skutki najmocniej. Brakuje im miejsca do odpoczynku czy schronienia..
Ale to tylko część problemu. Taka architektura dotyka także młodzieży, która nie ma gdzie się spotkać bez wydawania pieniędzy. Uderza również w osoby starsze, ponieważ brak ławek realnie ogranicza ich możliwość poruszania się po mieście.
Wyklucza także osoby z niepełnosprawnościami, dla których przestrzeń staje się jeszcze mniej dostępna. Dotyczy również ludzi będących w mieście „w drodze”: kurierów, dostawców i wszystkich tych, którzy nie są klientami.
Zanik „miejsca trzeciego”
Warto przywołać pojęcie „miejsca trzeciego”, opisane przez Raya Oldenburga. To przestrzeń pomiędzy domem a pracą. Może to być kawiarnia, park, biblioteka albo zwykła ławka. To miejsce, w którym można po prostu być, bez celu i bez presji.
Takie przestrzenie są bardzo ważne dla życia społecznego. To tam budują się relacje i poczucie wspólnoty. Ich zanik oznacza więc coś więcej niż tylko zmianę w wyglądzie miasta – oznacza osłabienie więzi między ludźmi.ą.
Jeśli każda przestrzeń zaczyna wymagać od nas, byśmy coś kupili, przestaje być publiczna. Staje się usługą.
Miasto jako marketplace
Współczesne miasto coraz częściej działa jak rynek. Każdy metr kwadratowy ma przynosić zysk. Liczy się reklama, sprzedaż i przepływ ludzi jako klientów.
W takim modelu obecność osoby, która nic nie kupuje, zaczyna być problemem. Nie dlatego, że robi coś złego, ale dlatego, że nie wnosi wartości ekonomicznej.
Osoba bezdomna zajmuje miejsce, które mogłoby być nośnikiem reklamy. Nastolatek siedzący na ławce blokuje potencjalnego klienta. Starsza osoba odpoczywająca na skwerze nie pasuje do logiki ciągłego ruchu i konsumpcji.
Jak się to usprawiedliwia
Rzadko mówi się o tym wprost. Zamiast tego używa się innych słów: bezpieczeństwo, porządek, komfort. To język, który łagodzi rzeczywistość wykluczenia.
Czy bezpieczeństwo oznacza brak „niewygodnych” osób? Czy porządek to przestrzeń pozbawiona tych, którzy nie pasują do jej wizji? W tym sensie wroga architektura nie usuwa problemów społecznych. Ona usuwa ich widoczność.
Cicha normalizacja przemocy

Najbardziej niepokojące jest to, jak szybko się do tego przyzwyczajamy. Przestajemy zauważać, że ławka nie służy już do siedzenia. Że bycie bez celu staje się podejrzane.
To forma przemocy, która nie jest głośna. Nie używa siły fizycznej. Działa cicho, ale skutecznie. Pokazuje, kto ma prawo do miasta, a kto jest tylko tolerowany.
Konsekwencje są poważne. Miasto przestaje być miejscem spotkań. Staje się przestrzenią przejścia i kontroli. Wspólnota słabnie, bo brakuje miejsc do bycia razem, a podziały społeczne się pogłębiają.
Czy można inaczej?
Architektura może wyglądać inaczej. Może być otwarta i dostępna. Może zapraszać, zamiast wykluczać. Może zakładać, że każdy ma prawo usiąść, odpocząć i zatrzymać się. Że obecność człowieka nie musi być uzasadniona ekonomicznie.
Pytanie o architekturę jest więc pytaniem o to, jak chcemy żyć razem. Komu dajemy prawo do obecności? Jakie zachowania uznajemy za dopuszczalne, a jakie odrzucamy?
To nie jest tylko kwestia techniczna. To kwestia wyboru wartości. Tego, jakie zasady wpisujemy w przestrzeń, którą wspólnie tworzymy.

