Rok Andrzeja Wajdy 2026
9 min przeczytania
Powiedzieć o Wajdzie, że wielkim reżyserem był, to jak nie powiedzieć nic! Był on w końcu gwiazdą nie tylko rodzimego, ale i światowego kalibru, a jego twórczość zapisała się złotymi zgłoskami w historii kina. Obecny rok, jego imienia, stanowi świetną okazję do przypomnienia jego działalności artystycznej. Postać wybitnego twórcy przybliży Joanna Rożen-Wojciechowska, dyrektorka Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy w Warszawie.
Czy o Andrzeju Wajdzie da się powiedzieć coś, co już nie padło?
Z całą pewnością! Dlatego nie chcę, by ta rozmowa przypominała encyklopedyczny wykład. W codziennej pracy w Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy przede wszystkim skupiamy się na promowaniu twórczości naszego Patrona wśród młodej widowni, nastolatków.
Młodzi są nią zainteresowani?
Z takich najciekawszych doświadczeń, które mamy w CKF-ie, jest pokazywanie „Niewinnych czarodziejów”. W końcu jest w nim jazz, lekkość i ukazanie świata młodzieży lat 50.
Jak reaguje na niego młodsza widownia?
Przeważnie zaskoczeniem. Jak to możliwe, że taka młoda dziewczyna, która, jak się okazuje na końcu, jest licealistką, spędza noc u pana doktora? Czy przypadkiem tej dziewczynie nie dzieje się krzywda? Tak widzą romans, który między nimi się dzieje. To jest współczesne spojrzenie na ten film.
Zdaje się, że podobny odbiór jest chociażby „Lalki” Bolesława Prusa. Obecnie młodzi traktują Wokulskiego jako stalkera i creepa, a nie romantyka.
Dokładnie tak!
Zmieniła się wrażliwość młodego pokolenia – co zatem pozostaje aktualnego w tych filmach?
Nie zmieniło się na pewno przekonanie, że bez wolności życie jest bez sensu. I jak docieramy w rozmowach po filmie do tej potrzeby bycia wolnym na różnych płaszczyznach – wolnym emocjonalnie, intelektualnie, ale wolnym też w kraju, w którym się żyje i w świecie – to wtedy młodzi dostrzegają, że te filmy sprzed trzech, czterech a nawet pięciu dekad są o tych samych problemach, które mamy dzisiaj. Nasza rzeczywistość robi się coraz bardziej skomplikowana.
Wychodzi na to, że świat nie zmienił się aż tak bardzo.
Niestety. Te historie w pewnych aspektach pozostają ciągle aktualne. Wychowałam się na filmach Wajdy, w latach 90. Agnieszka z „Człowieka z marmuru” zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ta opowieść stała się dla mnie wyznacznikiem tego, o co warto walczyć i jaką postawę chciałabym mieć jako dorosła osoba. Zapragnęłam wtedy patrzeć na świat bystro, bez złudzeń i posiadać własne zdanie.
Co najważniejsze, inspirowana Agnieszką postanowiłam, że będę zawsze samodzielnie odkrywać przeszłość, jak reporterka, dowiadywać się o tym, jak to kiedyś było. Z czego zbudowany jest świat, w którym teraz się znajduję? Co robili ludzie z wcześniejszych pokoleń? Zrozumiałam z filmu Wajdy, że to, co mamy dzisiaj jest konsekwencją decyzji ludzi, którzy byli, działali, podejmowali jakiś wysiłek i decyzje przed nami. Ten mechanizm analizowania tego, co było wcześniej, został mi na całe życie. Nieustannego analizowania korzeni i przyczyn współczesności, w której żyję.
Patrzę na dzisiejszą politykę, przede wszystkim amerykańską, i dostrzegam zmianę całego paradygmatu myślenia w Stanach Zjednoczonych w kwestii wolności, demokracji. Z czego to wynika, dlaczego dzisiaj się to wydarza? O to samo pytała właśnie Agnieszka. Analizując własną rzeczywistość lat 70., spoglądała w przeszłość, w epokę swoich rodziców dwie dekady wcześniejszą, zgłębiając historię Birkuta, budowniczego Nowej Huty.
Wydaje się, że u Wajdy wolność jest ściśle związana z postawą patriotyczną, historią narodu.
Andrzej Wajda właściwie nie znał obcych języków. Posługiwał się językiem rosyjskim, troszkę francuskim, angielskiego nie znał. Tworzył za granicą w latach 80. Wpierw powstał „Danton” w 1981 roku, rok później „Miłość w Niemczech”.
Dalej były kolejne próby, które przyniosły jednak pewien rodzaj rozczarowania. W warunkach, które oferowały inne kraje, jego sposób realizowania filmów był niemożliwy. Chociażby z takich praktycznych względów, że to była kinematografia kapitalistyczna, gdzie liczą się dniówki, godziny, zaangażowanie aktorów w określonych dniach. Wajda pracował inaczej. Z aktorami często improwizował, wspólnie tworząc na planie, bez pośpiechu, kreację świata przedstawionego.
To gorzkie doświadczenie pracy poza krajem wynikało też z faktu, że Wajda kręcił filmy dla polskiego widza o polskich problemach. Francuska widownia nie zrozumiała jego „Dantona”, który nie dotyczył rewolucji francuskiej, tylko rewolucji solidarnościowej, która wówczas w roku 1980 i 1981 przetaczała się przez Polskę. Rewolucja francuska to konstytutywne wydarzenie tożsamościowe dla Francuzów, prawda? A jednak ten film nie był o nich. W kostium rewolucji Wajda ubrał naszą „Solidarność”.
Lata 80. to przede wszystkim sporo przemian historycznych w Polsce.
Zatrzymajmy się na 1986 roku. To był czas, kiedy samopoczucie Polaków po stanie wojennym, po wielu rozczarowaniach związanych z tym, że zryw solidarnościowy nie skończył się dobrze, było pesymistyczne, a nawet depresyjne. Nie wyobrażano sobie, że komuna może tak po prostu upaść i to za kilka lat.
Był to też rok trudny dla samego Wajdy – skończył wtedy 60 lat i zastanawiał się, co dalej. Postanowił zaangażować się społecznie już nie tylko jako artysta, ale też jako aktywista – tak byśmy dziś to określili. W tym czasie był prezesem Stowarzyszenia Filmowców Polskich (1978-1982) i zabiegał o jak najbardziej wolnościowe warunki dla filmowców. Żywo też uczestniczył w tym, co działo się w ramach „Solidarności”.
Wajda był Gdańsku w Stoczni w czasie wydarzeń sierpniowych. Co wtedy czuł?
W końcu w sierpnia 1980 przyjechał do Stoczni. W jego notesach możemy przeczytać takie wspomnienie: „Na bramie, jak się wchodzi, trzeba podać na kartce nazwisko i do kogo; przez mikrofon czytają to zgłoszenie, czasem powtarzają. Cały teren zradiofonizowany. Byłem tak zdenerwowany, że napisałem swoje nazwisko dość niewyraźnie, wyrzuciłem kartkę i napisałem raz jeszcze drukowanymi literami, wtedy pomyliłem się, zabrakło litery D. To chyba dlatego, że wokoło stają ludzie i patrzą na ręce. Prawie wszyscy się tam znają: – Kto to, nowy? Teraz słyszę swoje nazwisko, niespodziewana ta jawność. […] Wałęsa, kiedy podał mi rękę, pyta: – Dlaczego tak późno? – i ja nie mam odpowiedzi (bo nie będę tłumaczył, że nie wiedziałem, czy stoczniowcy życzą sobie, żebym był z nimi) […]”.
Jaka była rola Wajdy w tych wydarzeniach?
W lecie tego pamiętnego roku zabiegał razem z Krzysztofem Kieślowskim, który też był mocno zaangażowany politycznie, żeby filmowcy mogli być wysyłani z kamerami, aby dokumentować wydarzenia, które dzieją się w Polsce, bez potrzeby uprzedniej zgody władz Naczelnego Zarządu Kinematografii.
Uważał to za obowiązek filmowców, aby rejestrować obraz współczesnej historii. Wajda świadomy był tego, że w grudniu 1970 nie było kamer dokumentalistów na ulicach i nie mamy tego zdarzenia sfilmowanego, przez co nie możemy pokazać go kolejnym pokoleniom. Dekadę później, dzięki – między innymi tym staraniom – kamery dokumentalistów z Chełmskiej ruszyły w drogę na wybrzeże, dzięki czemu potem powstał film „Robotnicy ‘80”.
Ponoć w trakcie wizyty w stoczni narodziła się decyzja o nakręceniu kontynuacji „Człowieka z marmuru”.
Tak, to bardzo często przywoływana opowieść. Według niej któryś z robotników chwycił reżysera za mankiet i śmiało przemówił: „Człowiek z marmuru był świetny! Poprosimy o kontynuację. Niech tym razem pan nakręci film o nas, może być człowiek z żelaza”. Później Wajda powtarzał, że to jedyny film, który zrobił na zamówienie.
Tego dnia, wychodząc ze stoczni już wiedział, że musi taki film powstać. Scenariusz pisano w trakcie realizacji – tak pracował Wajda – a zdjęcia na terenie stoczni kręcono zimą, choć udawano, że jest ciągle sierpień. Ten film powstawał na żywo, na gorąco.
Zdaje się, że Wajda z ogromną czułością podchodził do robotników. Widać to nawet w filmach.
Uważał robotników za osoby, które najwięcej wycierpiały, były na samym dole drabiny społecznej. A przecież to oni najciężej pracowali i najbardziej odczuwali brak wolności. Wajdę taka sytuacja i to cierpienie ogromnie poruszały.
Jak to się stało, że te historie, które były bardzo lokalne, zainteresowały ludzi w różnych częściach świata?
Przede wszystkim dlatego, że Wajda widział świat plastycznie, potrafił posługiwać się obrazem i symbolem. Język obrazów jest zrozumiały ponad narodami. Wajda był malarzem. Najpierw próbował swoich sił w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Tam też poznał Andrzeja Wróblewskiego, genialnego malarza. Ten zaprosił go kiedyś do pracowni, gdzie pokazał mu sposób, w jaki maluje. Wajda zobaczył jego obrazy i zrozumiał, że nie osiągnie takiego kunsztu w malarstwie. Zaczął szukać innej formy wyrazu.
Złożyło się to w czasie z powstaniem Szkoły Filmowej w Łodzi w 1948 roku. Spędzając czas z przyjaciółmi nad morzem, według jednej z anegdot, miał rzucić: „Dobra, jak jutro będzie padać, to jadę na te egzaminy do Łodzi. Jak będzie słońce, zostajemy nad morzem”. Padało.
Całe szczęście!
Wracając do uniwersalności filmów Wajdy i tego, że zachwyciły świat. Wajda przyjaźnił się z Akirą Kurosawą i spytał go o to samo, o co pani zapytała. Jak to możliwe, że twórczość Japończyka, tak charakterystyczna i zupełnie obca dla europejskiej kultury, była w niej tak dobrze przyjmowana? Kurosawa miał odpowiedzieć: „Jest to możliwe, dlatego że odebrałem gimnazjalne wykształcenie, w trakcie którego uczyłem się Szekspira, Dostojewskiego, klasyki literatury. Robię filmy dla pewnej grupy ludzi na świecie, która również była podobnie, klasycznie kształcona. Przemawiam do nich pewnego rodzaju kodem, zrozumiałym dla humanistów”. Pozostaje nam zadać sobie pytanie, czy my też możemy należeć do tej grupy widzów? Jaka jest dzisiejsza publiczność? Dla kogo robić filmy?
Wajda często pytał, szczególnie po przełomie, w latach 90. o to, gdzie jest jego publiczność: „Pokażcie mi bohatera naszych czasów, a nakręcę o nim film”
To był trudniejszy okres w jego karierze.
W latach 90. Wajda próbował odnaleźć odpowiednik swojego bohatera, który udźwignąłby historię, godną nieoczywistych, dynamicznych czasów transformacji. Czuł, że trzeba zrobić coś o młodych. Zainteresował się książką „Panna nikt” Tomka Tryzny, ogromnie wtedy popularną. Ja wtedy byłam w liceum, pamiętam, że same z koleżankami to czytałyśmy, i to było dla nas fenomenalne odkrycie. Ale film Wajdy nie uchwycił tego, czym myśmy wtedy żyli, o czym na przerwach w szkole rozmawiałyśmy.
Twórczości Wajdy też nie pomógł ówczesny kryzys kinematograficzny w Polsce. Jego aktorzy, na których opierał swoją ekspresję, rozproszyli się. Zdaje się, że dopiero Oscar, Nagroda Amerykańskiej Akademii Filmowej za całokształt twórczości, przyznana mu w 2000 roku, spowodowała renesans polskiego kina.
W momencie odbierania nagrody miał już na koncie zrealizowanych czterdzieści filmów. Pisał też sztuki teatralne, rysował, prowadził dzienniki… jak Państwo radzą sobie z przekazaniem tak ogromnej spuścizny młodym?
W tym szczególnym roku w Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy położyliśmy nacisk na edukację i pracę z nauczycielami licealnymi. Bo to oni w pierwszej kolejności pokażą filmy naszego Patrona swoim uczennicom i uczniom w klasie. Mogą je wykorzystać na przykład na zajęciach z języka polskiego lub historii. Jednym z filarów Roku Andrzeja Wajdy 2026 w CKF są działania edukacyjne projektowane jako długofalowy system wsparcia dla szkół, nauczycieli, edukatorów i młodzieży. Pracujemy nad trwałym włączeniem twórczości reżysera do praktyki edukacyjnej oraz rozwijaniem kompetencji kulturowych, obywatelskich i interpretacyjnych uczniów na różnych poziomach edukacji. Współpracujemy z uznanymi badaczami kina, filmoznawcami i pracownikami akademickimi, od lat zajmujących się twórczością Andrzeja Wajdy i edukacją filmową.
Organizujemy m.in. konferencję dla nauczycieli wspólnie z Muzeum Historii Polski w Warszawie, 9 i 10 marca, w ramach obchodów setnych urodzin Andrzeja Wajdy. Konferencja odbywa się pod tytułem „Andrzej Wajda: uczeń, nauczyciel, twórca. Inspiracje edukacyjne”. To na niej przez dwa dni będą mogli wysłuchać inspirujących wykładów i otrzymać pomocne materiały dydaktyczne. Wszystko w myśl hasła teach the teachers.
A co z tymi, którzy Wajdą zainteresowali się już po opuszczeniu murów szkoły?
Z pewnością warto obserwować repertuar kin studyjnych i ośrodków kulturalnych. Tu znajduje się program pokazów filmów Wajdy:https://stowarzyszeniekinstudyjnych.pl/wajda_re-wizje_przeglad_filmow_andrzeja_wajdy_w_100_rocznice_urodzin/ . Bez wątpienia w Roku Andrzeja Wajdy będzie pełno interesujących wydarzeń, które pomogą dowiedzieć się więcej o Wajdzie i obejrzeć jego filmy. Każdego również zachęcamy do osobistych odwiedzin w naszym Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy w Warszawie, śledzenia naszych kanałów w mediach społecznościowych, a po więcej informacji o Roku Andrzeja Wajdy 2026 w CKF zapraszam na naszą strony www.wajda2026.pl.
