Czy Klose jest zdrajcą, a Podolski patriotą?

fot. facebook.com/LukasPodolski/

Język emocji w sposób niezwykły trafia do ludzi, a już tym bardziej w sporcie, który śledzimy przecież głównie dla rozrywki. Niekiedy narracje potrafią znacząco zmienić ocenę pewnych wydarzeń, co daje zielone światło do tworzenia nowych mitów.

Przez lata w polskim środowisku piłkarskim przedstawiano Miroslava Klose jako złego zimnego Niemca, który zdradził Polskę. Z kolei w opozycji stawiano Lukasa Podolskiego za przykład osoby, która nie tylko nie zapomniała o swoich korzeniach, ale i jest z nich dumna.

Absolutnie nie można zarzucić Poldiemu, że tak nie jest. Zwłaszcza jego lokalny patriotyzm i praca dla Górnika Zabrze jest czymś tak niebywałym, że zasługuje na najwyższe słowa uznania.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewne kłamstwa powielane przez polskich kibiców. Otóż utarło się, że Podolski nigdy nie zagrał z białym orzełkiem na piersi, tylko dlatego, że “PZPN go nie chciał”.

Brzmi pięknie, ale… w rzeczywistości zrozpaczony Podolski już w wieku 16 lat zdecydował się na grę dla niemieckiej młodzieżówki. Wychodzi na to, że dość szybko zrezygnował z marzeń o polskiej reprezentacji.

A przecież istnieją piłkarze, którzy do końca kariery wytrwale walczyli o to, żeby móc chociaż raz zagrać dla swojego kraju. Arkadiusz Malarz nawet był w stanie odrzucić pewną grę dla reprezentacji Grecji, licząc na to, że może kiedyś uda mu się otrzymać przynajmniej jedno powołanie od polskiego selekcjonera.

Podolski w odróżnieniu od byłego bramkarza Legii, już w wieku 18 lat dostał propozycję gry dla Polski, z której nie skorzystał. Oczywiście miał do tego pełne prawo – w Niemczech się wychował, a dodatkowo gra dla tej reprezentacji dawała duże szanse na zdobycie niejednego medalu.

Rysą na wizerunku jest natomiast to, że Poldi swoją decyzję usprawiedliwiał kibicowskim mitem. W wywiadzie z Przeglądem Sportowym w 2008 roku piłkarz wypowiedział się w taki sposób o staraniach PZPN:

– Co ja sobie mogłem chcieć? Na początku nikt na mnie nie zwracał specjalnej uwagi. Potem zacząłem grać dla niemieckiej młodzieżówki i moja kariera potoczyła się błyskawicznie. Nikt nie proponował mi gry dla Polski, gdy jeszcze to było możliwe. Co miałem robić? Przyjechać i prosić, by ktoś z reprezentacji się mną zainteresował? Bądźmy poważni.

Niby ten zły PZPN się nie kontaktował, ale zerknijmy, co mówił Podolski pięć lat wcześniej na łamach Super Expressu:

– Moje serce bije dla Polski, ale wychowywany jestem w Niemczech. Sam jeszcze nie wiem, co zrobić. Kontaktował się ze mną trener Klejndinst z PZPN i prosił, żebym na początku roku dał odpowiedź. Jak mówię, serce by chciało dla Polski, ale – z drugiej strony na co dzień gram w Niemczech, występowałem w tamtejszych reprezentacjach juniorskich…

Warto wspomnieć o tym, że z Lukasem Podolskim kontaktował się nie tylko asystent selekcjonera, ale i sam Paweł Janas. W tym samym roku w Przeglądzie Sportowym pojawił się wywiad z selekcjonerem, w którym głównym tematem rozmowy był właśnie Podolski:

– Nie widziałem tego chłopaka na żywo, a tylko w telewizji. Na pewno miał błyskotliwe mecze. Dobrze wszedł do silnej ligi i to mając zaledwie osiemnaście lat. Od razu zareagowaliśmy – z Łukaszem rozmawiał trener Edward Klejndinst, a także ja sam chwyciłem za słuchawkę.

– Muszę powiedzieć, że nie jest to tak prosta sprawa z tymi występami dla Polski, jak przedstawiają to media. Po pierwsze Łukasz nie ma polskiego paszportu. Po drugie jest członkiem niemieckiej reprezentacji, która w maju zagra w finałach Młodzieżowych Mistrzostw Europy. Fajnie byłoby, gdyby Podolski zdecydował się na Polskę, ale na razie chce się spokojnie poradzić rodziców, menedżera…

– À propos paszportu – taki dokument też nie sposób załatwić od ręki. Najważniejsza jest chęć samego zawodnika. Nie chcę nikomu zrobić krzywdy. Miro Klose wybrał Niemcy i dobrze się z tym czuje.

Jakby tego jeszcze było mało, to ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicz wysłał do piłkarza list, w którym prosił go o oficjalną deklarację na temat kadry.

Jak widać piękną romantyczną opowieść o złym polskim związku, który zabrał Podolskiemu szansę na grę z orzełkiem na piersi, należy włożyć między bajki.

A jak to było z Miroslavem Klose? W porównaniu do Podolskiego od początku swojej kariery deklarował chęć gry dla reprezentacji Niemiec, bo jak sam twierdził, jest do tego kraju bardziej przywiązany. Nie znaczy to, że zapomniał o swoim polskim pochodzeniu. Nadal ma szacunek do kraju swoich rodziców i rozmawia z nimi w języku polskim (swoją drogą zdarzało się nawet, że na zgrupowaniach kadry Niemiec polszczyzną posługiwało się kilku zawodników: wspomniani wcześniej Klose, Podolski, ale też nieco dzisiaj zapomniani Piotr Trochowski i Paul Freier).

Wbrew zbiorowej opinii to właśnie Klose postąpił uczciwiej. Najzwyczajniej czymś przykrym jest to, że polscy kibice określają mianem “zdrajcy” kogoś, kto od początku grał z nimi w otwarte karty. Nie mówiąc już o tym, że sam Miro nie odcina się od polskich korzeni. Gdyby było inaczej, to nigdy nie nauczyłby swoich dzieci mówić po polsku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *