Podróże w świat i w głąb siebie — „Swoją drogą”

fot. Tomasz Augustis, okładka książki „Swoją drogą”

Książka „Swoją drogą” autorstwa Tomasza Michniewicza opowiada o trzech podróżach w trzy różne zakątki świata. Opiera się na faktycznych wydarzeniach, a ich uczestnikami są autor oraz trzy bliskie mu osoby. Każda z nich dostaje propozycję wyprawy, która ma odmienić jej życie. Sama wybiera miejsce i cel, ale dostaje jeden warunek — decyzję musi podjąć w tej chwili.

Michniewicz reklamuje swoją książkę hasłem: „historia jak z filmu, która wydarzyła się naprawdę”. Jako wielki fan kina muszę przyznać, że porównanie jest trafne. Fabuła opowieści ma w sobie szczyptę magii. A niesamowicie lekkie pióro autora i realizm wydarzeń sprawiają, że lektura czyta się sama. Droga historii wiedzie przez trzy kraje, ale twórca zabiera czytelnika jeszcze w jedną podróż, a mianowicie tą wewnętrzną — ku dorosłości, przed którą sam skutecznie ucieka.

Z korporacji do kameruńskiej dżungli

Współuczestnikiem pierwszej wyprawy jest Marcin — 29 letni księgowy, pracujący w dużej firmie. Jest starym znajomym Tomasza. Osiem lat wcześniej byli razem w Etiopii. Marcin był wtedy młodym i pełnym wigoru studentem, który chciał pomagać ludziom i zmieniać świat. Jednak jego życie stanowczo zwolniło. Osiadł na etacie w stałej pracy i zaczął żyć z dnia na dzień. Sytuację ma odmienić powrót do Afryki. Tym razem celem jest Kamerun. Podczas, gdy Marcin ma okazję oderwać się od przytłaczającej rutyny, Tomasz obserwuje sytuację i przelewa ich przygody na papier.

Kraj kobiet w czarnych hidżabach

Kierunek Arabia Saudyjska! Towarzyszką Tomasza jest jego żona — Marianna. Mając za męża podróżnika, kobieta przeżyła wiele samotnych nocy. Bała się o niego, gdy jeździł w niebezpieczne miejsca. Sama woli spokojne podróże, które dają jej wypocząć, więc unikali wspólnych wypraw. Teraz chce przeżyć to co on i pokonać własne lęki. Mówi: „Zabierz mnie gdzieś, gdzie mi się nie spodoba”. Ruszają do kraju ortodoksyjnego islamu. Kraju, który straszy, gdy czyta się o nim w mediach. Kraju segregacji płci. Marianna boi się tego świata i szczerze mówiąc wcale się jej nie dziwię, ale mimo wszystko staje mu naprzeciw.

Diabeł na rozdrożach Missisipi

Ostatnia część opowieści to swoisty hołd dla muzyki — konkretnie bluesa i jazzu. Tomasz zabiera swojego ojca do miejsc, w których te gatunki powstały. Ten drugi marzył o tym całe życie. Teraz dostaje okazję zmierzyć marzenia z rzeczywistością. Nowy Orlean i Missisipi to może nie tak egzotyczne lokacje jak afrykańskie dżungle czy arabskie pustynie, ale mają piękną historię i dużo do zaoferowania.

fot. Tomasz Augustis, wnętrze książki „Swoją drogą”

Duchowa przeprawa

Wszystkie wątki książki łączy w całość Tomasz Michniewicz. Jego refleksję na temat siebie, bliskich i odwiedzonych krain. Autor idzie swoją drogą, dosłownie i metaforycznie. A czytelnik może podążać z nim, jakby bark w bark. Niesamowicie ujęła mnie otwartość i próba zrozumienia pisarza dla rzeczy, które zrozumieć trudno. Pomimo zupełnie innej mentalności kultur, które Michniewicz obserwuje, przedstawia je w pełni i bez uprzedzeń. Przedstawione są fakty, wady i zalety. „Swoją drogą” to połączenie solidnego reportażu z literaturą piękną. Coś więcej niż pospolity materiał dziennikarski. Dodatkowo między wierszami znajdują się zbiory niesamowitych fotografii, które pozwalają jeszcze lepiej poczuć klimat opisywanych miejsc. Książka podejmuje tematy podróży samej w sobie, pewności siebie, wyborów życiowych i wartości, które za nimi stoją, a to wszystko na tle odległego i innego dla Europejczyka świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *