W hołdzie dla przedwcześnie zmarłych piłkarzy – część 1

     

źródło: maisfutebol.iol.pt

Jeżeli jesteś osobą wrażliwą, cechującą się empatią i umiejącą doskonale zrozumieć uczucia, które towarzyszą innym osobom w obliczu tragicznych wydarzeń, to powinienem Cię ostrzec. Artykuł ten, będący upamiętnieniem i hołdem dla zmarłych piłkarzy, może silnie oddziaływać na Twoje emocje. 

     * Czwartego marca, kiedy przygotowywałem się do napisania tego tekstu, jak na ponurą ironię losu, zmarł 31-letni obrońca ACF Fiorentiny – Davide Astori. Zawodnika znaleziono w godzinach porannych w jego pokoju hotelowym. Był nieprzytomny. Przyczyną śmierci była niewykryta wada serca (bradykardkia).

** Cztery dni później ogłoszono śmierć zawodnika Tours FC (francuskiej drużyny występującej w Ligue 2) – Thomasa Rodrigueza. Osiemnastolatek, podobnie jak Astori, odzedł we śnie. 

Film, który skłania do refleksji 

Pomysł na ten artykuł zrodził się w mojej głowie jakiś czas temu. Piszę go z powodu pewnej inspiracji, jaką stanowił (jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało) filmik na Youtube’ie. W trakcie oglądania innego filmu o tematyce piłkarskiej, skierowałem wzrok na te proponowane mi przez witrynę. Wśród nich to, co zwykle. Bez niespodzianek. Sławniejsi zawodnicy i kompilacje ich bramek, asyst, sztuczek technicznych okraszone efektowną muzyką. Widziałem takich setki. Nie muszę klikać, aby wiedzieć, czego się spodziewać.

Zrezygnowany przewijam niżej. Tam, o dziwo, zgoła inna pozycja. Moją uwagę przykuł tytuł. Było w nim coś pięknego, coś wyjątkowego, co sprawiło, że wiedziałem, iż to stare (bo sprzed sześciu lat) dzieło będzie warte obejrzenia. Przedstawiało ono ostatnie chwile życia i śmierć trójki młodych piłkarzy.

Często do niego wracałem. Słuchałem tej odpowiednio dobranej, wzmacniającej przekaz muzyki. Widziałem reakcje przyjaciół z drużyny. Zrozpaczonych dorosłych mężczyzn zalanych łzami. Naszła mnie refleksja. Pomyślałem o rodzinach zmarłych: o żonach, które właśnie zostały wdowami i straciły miłość swojego życia, o dzieciach, które nie doczekają powrotu ojca do domu oraz o rodzicach, których czekał pogrzeb swoich potomków.

Wszystko to napawało mnie wielkim smutkiem. Były to przecież młode sprawne osoby, mające swoje plany, ambicje, marzenia. W ciągu kilku chwil przestało to mieć jakiekolwiek znaczenie. Powinni to być ludzie jeszcze z całym życiem przed sobą. Życiem, które zostało im przedwcześnie odebrane.

Temat, który przytłacza

Georg Lichtenberg: „Bardzo mnie zawsze boli, gdy umiera utalentowany człowiek. Świat bowiem bardziej ludzi takich potrzebuje niż niebo”. | hungarianfootball.com

Pytałem siebie w myślach, czy tak musiało się stać. Czy nie można było jakoś temu zapobiec? Czy jeśli zgon był nieunikniony, to czy wymarzoną śmiercią dla piłkarza byłoby odejść na murawie boiska, która była jego drugim domem i gdzie mógł realizować swoją życiową pasję? Próżno szukać odpowiedzi na te pytania.

Długotrwałe przemyślenia na tak trudny przecież temat – dla wielu wciąż stanowiący tabu  zaczęły mnie przytłaczać. Chcąc uspokoić myśli, usilnie próbowałem zmusić się do znalezienia czegokolwiek pozytywnego w tym ogromie tragedii. Chociaż jednego światełka w przepełnionym ciemnością tunelu.

Jedynym, co choć trochę mnie pocieszało, był tytuł wspomnianego wcześniej filmu, który postanowiłem umieścić na końcu artykułu: „Umrzeć robiąc to, co kochasz”. Głęboko wierzę, że tak było w rzeczywistości; ci sportowcy udali się na zasłużony spoczynek po trudach jakże męczącego piłkarskiego sezonu.

Umberto Eco: – Śmierć jest spoczynkiem (…), jest kresem mozołu wszelkiego. 

Każda osoba równie ważna

Piłkarzy zmarłych na boisku jest więcej niż można by przypuszczać. Uważam, że uwzględnienie kilkunastu przykładów mijałoby się z celem. Byłaby to zwykła wyliczanka, a lista zostałaby potraktowana po macoszemu; bez należnej uwagi i zaangażowania. Dlatego postanowiłem opisać trzy przypadki (pierwszy w tej części, dwa kolejne w następnej) szokującej śmierci zawodników. Dzięki temu, postaciom zapewnię odpowiednią ilość czasu, na jaki bez wątpienia zasługują.

Każda osoba jest równie ważna, dlatego poszczególne przykłady wybrałem losowo, zachowując obiektywizm.

Miklós Fehér – 1979-2004

Miklós Fehér. | tumblr.com

Był młodym i utalentowanym napastnikiem. W piłce klubowej reprezentant Węgier, przede wszystkim, bronił barw kolejno FC Porto Benfiki Lizbona. Pod koniec stycznia 2004 r. rozgrywał 70. mecz dla portugalskiej drużyny. Nikt nie mógł przewidzieć, że będzie on ostatnim.

Ostatni uśmiech Fehéra

Benfica grała wtedy na wyjeździe przeciwko Vitória SCFehér wszedł z ławki w 60. minucie meczu. Jego obecność przyczyniła się do objęcia prowadzenia (1:0) przez „Encarnados”. W końcówce spotkania napastnik asystował przy bramce Fernando Aguiara, która – zważywszy na to, że była 91. minuta rywalizacji – właściwie gwarantowała zwycięstwo.

Trzeba było jednak zrobić wszystko, aby wywieźć korzystny rezultat. W tym też celu Miklós celowo utrudnił rywalowi wykonanie wyrzutu z autu. Sędzia spotkania, Olegário Benquerença, w konsekwencji pokazał mu żółty kartonik.

Węgier zdawał się tym zbytnio nie przejmować. Był uśmiechnięty. Rozbawiła go decyzja arbitra, z którą prawdopodobnie zupełnie się nie zgadzał. Zachowywał się naturalnie. Nic nie zapowiadało tego, co miało nadejść.

Nagle pochylił się chwytając za uda, a następnie gwałtownie i bezwładnie upadł na plecy. Trwało to kilka sekund. Koledzy z drużyny błyskawicznie ruszyli w jego kierunku. Šokota mądrze przechylił na bok jego ciało, aby ten nie udusił się językiem.

„Nie pozwólcie mu umrzeć” 

Zdruzgotani świadkowie byli zrozpaczeni widokiem. Nie mogli uwierzyć, że w samej końcówce spotkania osoba, która jeszcze niedawno żywo poruszała się po boisku, chwilę potem musiała rozgrywać najtrudniejszy mecz swojego życia. Wielu z nich nie mogło opanować emocji. Na ich twarzach malowały się panika i niedowierzanie. Niektórzy próbowali pomóc modląc się w intencji sportowca. Wokół Fehéra zgromadziło się kilkunastu graczy z obu drużyn. Starali się zrobić cokolwiek, co mogłoby ocalić mu życie.

Olegário Benquerença: – Gdy widziałem, jak upada, czułem, że to coś poważnego. 

Jedna z trybun Estádio da Luz została nazwana na cześć zmarłego piłkarza| soccerforeva.blogspot.com

 

Klubowi sanitariusze natychmiast podbiegli do piłkarza, u którego doszło do zatrzymania akcji serca. Liczyła się każda, nawet najmniejsza chwila. Po paru minutach nie przynoszącej rezultatów reanimacji, zdecydowano zabrać go do szpitala. Nim to uczyniono, środkowy obrońca Benfici, Argel Fucks, krzyknął do ratowników medycznych: – Nie pozwólcie mu umrzeć!

Lekarze walczyli o jego życie przez 90 minut (zupełnym przypadkiem dokładnie tyle, ile standardowo trwa mecz piłkarski). Jeszcze tego samego dnia, przed północą, potwierdzono zgon zawodnika.

Przyczyną śmierci była arytmia serca spowodowana kardiomiopatią przerostową – schorzeniem, które uśmierciło niejednego piłkarza. W najprostszym tłumaczeniu to nadmierny przerost lewej komory serca. Jest on skutkiem zmian pojawiających się w organie w wyniku konieczności adaptacji mięśnia sercowego do zbyt intensywnego i długotrwałego wysiłku fizycznego (mordercze treningi na siłowni czy na boisku oraz zbyt częste mecze «podczas których sportowcy przebiegają nawet kilkanaście kilometrów»). Mięsień sercowy musi dostosować się do nadmiernego obciążenia, więc ulega niekontrolowanej przebudowie. A jego przerost może powodować wspomniane kardiomiopatie – choroby serca prowadzące do jego wadliwego działania.

Pośmiertny respekt

Śmierć młodego Węgra zszokowała Portugalię i cały piłkarski świat. Benfica stosownie upamiętniła śmierć swojego zawodnika i oddała należny mu szacunek. Jedną z pierwszych decyzji działaczy było zastrzeżenie numeru 29, z którym Miklós grał na plecach. Fotografię z jego wizerunkiem umieszczono na honorowym miejscu w klubowej szatni, dzięki czemu koledzy, nawet po tym tragicznym zdarzeniu, mogli czuć jego obecność. Dodatkowo na terenie Estádio da Luz można zobaczyć statuę Fehéra (patrz: początek artykułu).

Znajomi z drużyny dobrze wspominali MiklósaTomislav Šokota– Do dziś nie potrafię o tym normalnie rozmawiać (…). To był dla mnie szokujący i traumatyczny czas w życiu. Wspominam „Mikiego” tylko jako wspaniałego kolegę.

Na pogrzebie piłkarza to właśnie ludzie, z którymi dzielił szatnię oraz wszystkie lepsze lub gorsze boiskowe wspomnienia, nieśli oklaskiwaną trumnę, w której pochowano jego ciało. W kolejnym meczu ligi portugalskiej wystąpili z jego nazwiskiem i z numerem 29 na trykotach.

Kolejne pojedynki Vitórii SC z Benfiką Lizbona, rozgrywane w miejscu, w którym „Miki” zostawił duszę na boisku, okraszone są pewną piękną tradycją. Zawodnicy przed każdym takim spotkaniem kładą na murawie wieniec kwiatów dokładnie w tym miejscu, w którym ostatni raz upadł Miklos Fehér.

 

* Kolejna część, w której wspominam Marca-Viviena Foé oraz Daniela Jarque, ukaże się w przyszłym tygodniu. 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *